Kielce v.0.8

Fotografia
Kinga Kardynał: Chciałam być kotem

 drukuj stronę
Fotografia Rozmowy
Wysłano dnia 14-11-2011 o godz. 13:26:06 przez rafa 6762

Z Kingą Kardynał, fotografką i zwyciężczynią „Kieleckie inaczej 2011”, spotykam się w „Kawce Zabawce”. Przy jej kawce i mojej czekoladce rozmawiamy o zabawach i zabawkach, zagłuszani przez imprezę urodzinową jakiegoś szkraba.



Masz ulubionego pupila z dzieciństwa?

Pluszowy słonik-pozytywka. Już go nie mam i strasznie mi z tego powodu przykro.

A gdzie się podział?

Mama go uprała. Zaciął się i cały czas śpiewał.

Śmierć pachnąca, ale straszna. Miał chociaż zadartą trąbę?

Miał. To był dobry niemiecki plusz. Teraz mam polarnego niedźwiedzia, którego dostałam od WWF, kiedy robiliśmy dla nich reklamę. Dziś bawię się głównie z moim kochanym kotem Nikitą. Raz przypadkowo zamknęłam go w działającej mikrofalówce, ale wyszedł z tego bez szwanku.

Ja kolekcjonowałem klocki i, drogie niestety, figurki superbohaterów. Ale ostatnio udało mi się kupić mini-odkurzacz do komputera za 8 złotych.

Gadżeciarz…



No skąd. Ty nie kolekcjonujesz aparatów?


Coś w tym jest. Kiedy dostanę wypłatę, czasem chodzę na giełdę fotograficzną do Stodoły, więc mam już w swojej kolekcji trochę modeli. Moim ulubionym jest analogowy Contax. Wzięłam go w zeszłym roku na wyprawę do Albanii. Cudowny kraj.

Znam tylko albańskie wino.

Bardzo dobre. W ciągu dwóch tygodni zjeździłam całą Albanię samochodem. Podróżuje się fatalnie, bo drogi są słabej jakości. Nie dość, że wąskie i kręte, to jeszcze kamieniste. Najpierw prawie wjechał w nas tir, a później nieomal wpadliśmy do urwiska. Ale Albańczycy są za to bardzo otwarci. Kiedy mówiliśmy, skąd jesteśmy, od razu zapraszali nas do domu, częstowali specjałami. Przez większość pobytu nie musieliśmy wynajmować żadnego noclegu. Namiot przydał się nam tylko raz. Spędziliśmy noc na plaży podczas pełni księżyca. Było magicznie. Nie zmrużając oka do rana robiliśmy zdjęcia przy dłuższym naświetlaniu. (upija łyk zamówionej kawy)

W Albanii mają dobrą kawę?


Przepyszną! Jest specyficzna, bo mielą ją bardzo drobno, wręcz na pył. I co najlepsze - w przeliczeniu na złotówki kosztuje 50 groszy. Kupiłam zapas.

Od kiedy bawisz się aparatem?

Od momentu, kiedy dostałam go od taty. Dużo spacerowałam po mieście i zwiedzałam jego zakątki uwieczniając je na fotografii. Potem usłyszałam o konkursie Wici i postanowiłam wysłać kilka zdjęć. Dostałam wyróżnienie! Tak mnie to nakręciło, że od tego zaczęła się cała moja praca. Wcześniej chodziłam do liceum plastycznego, gdzie miałam zajęcia z podstaw fotografii i filmu, więc temat był mi już znany.

Właśnie. Słyszałem, że znowu coś ostatnio wygrałaś.

Podobno. Też mi ktoś coś mówił. (śmiech) Bardzo się cieszę. Widziałeś zdjęcia?

Widziałem, ale możesz opowiedzieć mi o nich jakbym był Stevie Wonderem.

Zrobiłam je w technice mokrego kolodionu. To jedna z XIX-wiecznych technik otrzymywania obrazu. Można je wykonać na kilka sposobów, ja wykorzystałam do tego slajdy z małego obrazka. W domu przygotowałam sobie czarne, szklane płytki, które pokryłam kolodionem, po czym naczuliłam je w azotanie srebra i naświetliłam je wykorzystując powiększalnik. Same zdjęcia to szczęśliwy traf! Po dłuższej nieobecności w Kielcach, przyjechałam akurat w dzień wyburzania kamienicy przy IX wieków. Natychmiast pobiegłam na miejsce z aparatem. Ucieszeni robotnicy pilnujący budynek dostali ode mnie dwa piwa i pozwolili mi wejść do środka. Pobyt trochę mi się przedłużył, bo zamiast zapowiadanych 15 min, siedziałam tam ponad godzinę. Obeszłam wszystkie piętra, pokoje i wreszcie wspięłam się na ostatni poziom. Tam widzę, że połowa jednej łazienki została już zniszczona. Spojrzałam w górę. Widzę nagle wielką łychę kopary, która sunie prosto na mnie. Wokół szum i kurz, ale facet z koparki zdołał mnie zauważyć. Wstrzymali burzenie. On zaczął krzyczeć, a po mnie przybiegła ekipa. Ale zanim przybiegła, zdążyłam jeszcze uciec na strych. Nie podarowałabym sobie, gdybym wszystkiego nie zwiedziła.

Aż tak lubisz kieleckie kamienice?


Bardzo. Kocham to miejsce. Całe miasto mnie inspiruje. Często zwiedzam zakątki różnych kamienic i podwórek. Jestem lokalną patriotką, nawet w Warszawie na śniadanie przed sesją zdjęciową kupuję produkty ze świętokrzyskiego. Majonez rządzi! (śmiech)

Kielce inspirują cię bardziej niż Praga?


W Warszawie mało mam czasu na spacery z aparatem. Poruszam się na trasie dom-studio-dom-studio. Nie narzekam, mam tam świetną pracę, bo rynek fotograficzny najbardziej rozwinięty jest właśnie w stolicy. Ale jeśli nadejdzie wolne, to wracam do Kielc. Tutaj naprawdę można odpocząć, świętokrzyskie jest magiczne. Znajomi pytali mnie ostatnio, gdzie byłam na wakacjach. Byli w Hiszpanii, we Włoszech, a ja w tym roku odpuściłam dalekie podróże, jadąc do pięknej Jeleniej Góry. Trafiłam tam na warsztaty ze szlachetnych technik fotograficznych w ramach unijnego polsko-niemieckiego projektu. Miałam szczęście, bo moje 3 fotografie zakwalifikowały się i jako jedna z sześciu osób z Polski mogłam wziąć w nim udział.

Myślisz, że „Rezerwat” mógłby się wydarzyć na Czarnowie?

Jasne. Mało jest takich miejsc w Kielcach? Myślę, że nie tylko Czarnów. Poza tym „Rezerwat” to dobry film, bardzo go lubię. Kiedy wybieram się na spacer, czasem chodzę na Pragę. Tam odnajduję klimat starych kamienic. W Jeleniej Górze podobnie buszowałam po opuszczonych budynkach. Także zwycięskie zdjęcia przedstawiają kamienicę przy IX wieków, której już nie ma. A dzięki zdjęciom o niej nie zapomnę.

Dlaczego rudera wychodzi na zdjęciach lepiej niż nowy ładny budynek?

Bo jest plastyczna, nasączona szczegółami i historią. Ale nie myśl, że łażę tylko po ruinach. Lubię też robić portrety. Chciałabym kiedyś sportretować artystów kieleckich, a mamy ich wielu.

Musimy przerwać. Goście urodzin zaczynają wyśpiewywać małemu solenizantowi „Sto lat”.

Kim chciałaś zostać, jak byłaś taka mała?

Kotem, zawsze kotem. A z ludzkich postaci – dentystką albo ortodontką.

A teraz? Co robisz, kiedy akurat nie wygrywasz konkursów fotograficznych?

Wiedziałam…(śmiech) Staram się odpoczywać. Jeżdżę na rowerze, leżę na trawie w parku, patrzę się w niebo. Uwielbiam przyrodę. Nawet siedzenie na parapecie i gapienie się przez okno jest dla mnie pewną formą odpoczynku. Poza tym, za każdym razem, kiedy mam chwilę wolnego, zmuszam się do zrobienia porządku w negatywach. Sporo mam jeszcze filmów niewywołanych, ale nie śpieszę się, bo im dłużej zalegają w pudle, tym bardziej są dla mnie wartościowe. Często sam moment naświetlania filmu jest dla mnie ciekawszy niż efekt końcowy. Boję się rozczarowania. Jednak nigdy nie wyrzucam zdjęć, trzymam je wszystkie. Czasem się ich wstydzę i pytam siebie jak to możliwe, że coś takiego zrobiłam, ale dzięki temu widzę progres.

Ja dłużej zbierałem tylko mleczaki.

Też gdzieś mam. Kiedyś nawet zrobiłam zdjęcia zębów, leżących na kartce papieru. Nazwałam ten cykl „Białe na białym”.

Skąd się biorą takie pomysły?

Czasem ze snów. Śnię sobie o czymś i mam już w głowie pewien obraz, który muszę zrealizować, bo inaczej jestem na siebie zła. Często działam spontanicznie, większość zdjęć jest przypadkowych, jednak czasem bywają wykreowaną od początku do końca wizją.

No i zapomniałem mojej wizji. Masz jakieś pytania, na które chciałabyś odpowiedzieć przed śmiercią?

Ojej, wolę nie odpowiadać na żadne. Ale czasem, kiedy wychodzę z domu, mam wizję tego, w jaki sposób mogłabym zginąć. I zazwyczaj ginę w samochodzie. Jeżdżę dużo, szybko i trochę mnie kusi, żeby sprawdzić co by było, gdybym jadąc 180 na godzinę krajową siódemką, skręciła nagle w lewo.

Wszystko się zgadza. Ruiny kamienicy, później samochód w ruinie. Ja po wyjściu z domu wymyślam scenariusze filmowe i na końcu prawie każdego ginę przez kobietę.

Nic nowego. Zazwyczaj ginie się przez kobietę. Trzeba wymyślać nowe rzeczy.

Kinga Kardynał - absolwentka kieleckiego Liceum Plastycznego kierunek: grafika warsztatowa. Obecnie studiuje w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej Telewizyjnej i Teatralnej im. L.Schillera na Wydziale Operatorskim i Realizacji Telewizyjnej specjalność fotografia. Laureatka konkursów fotograficznych: Warszawski Festiwal Fotografii Artystycznej, Kieleckie Inaczej.


Rozmawiał: Grzegorz Rolecki, zdjęcia: Rafał Nowak


Komentarze

Ocena: 4.0/5 (508)

Powiązane video

W temacie Fotografia

Życie jest piękne do końca września

W jaki sposób fotografia zmieniła rozumienie sztuki?

Tsunami na Telegrafie

Kielce na starej fotografii

Wszystkie dzieci świata - Konkurs Fotograficzny

''Życie jest piękne'' - konkurs fotograficzny

74-678 exam products is that they can enable the candidates to get certified in 200-125 pdf 200-125 70-483 200-125 exam 642-999 300-210 pdf cism  |  200-125 IIA-CIA-PART3  |  cca-500  |  gpen  |  you can enjoy the full refund of purchasing fees policy. 70-534  |  cissp  |  300-101 pdf 1z0-062  |  200-125 pdf 210-260