Tożsamość
Kiedyś ktoś napisał książkę pod tytułem
Tożsamość kogoś-tam. Oczywiście w tytule nie było słowa
kogoś-tam tylko jakieś nazwisko. Ja wykorzystałem słowo
kogoÅ›-tam, ponieważ po prostu zapomniaÅ‚em jakie to byÅ‚o nazwisko. JakieÅ› dziwne. Jak wszystkie nazwisko. Nie pamiÄ™tam nawet, czy byÅ‚o to nazwisko z rodzaju tych coÅ› znaczÄ…cych, czyli takich co to zawierajÄ… w sobie jakÄ…Å› historyjkÄ™ lub takowÄ… sugerujÄ… w mniej lub bardziej otwarty lub zawoalowany sposób, czy też byÅ‚o ono z rodzaju nic nie znaczÄ…cych, ot, takie sobie zestawienie liter, gÅ‚osek, sylab, fonemów, co kto woli. ZresztÄ… nawet gdyby należaÅ‚o ono do tych zawierajÄ…cych w sobie jakieÅ› historyjki, to i tak nie miaÅ‚yby one wiÄ™kszego znaczenia, albowiem z reguÅ‚y pozostajÄ… bez najmniejszego zwiÄ…zku z historiami w które uwikÅ‚ane sÄ… osoby te nazwiska noszÄ…ce. OczywiÅ›cie, czasami zdarzajÄ… siÄ™ kombinacje dosyć niezwykÅ‚e, wrÄ™cz kabaretowe, jak w przypadku brytyjskiej mÄ™skiej sztafety cztery razy czterysta metrów, którÄ… stanowiÅ‚o trzech zawodników czarnoskórych (zdecydowanie prawdziwsze byÅ‚oby okreÅ›lenie
ciemnoskórych, ale tu chodzi o co innego) i jeden biaÅ‚oskóry (okreÅ›lenie
biaÅ‚oskóry jest równie nieprawdziwe jak
czarnoskóry – ludzie nie majÄ… biaÅ‚ej skóry, nawet kiedy zblednÄ… jak papier, no chyba że mamy na myÅ›li papier nie biaÅ‚y – jednakże okreÅ›lenie
jasnoskóry nie jest tak przeciwstawne do okreÅ›lenia
ciemnoskóry jak biaÅ‚y do czarnego – jasność i ciemność zawierajÄ… w sobie stopniowalność, gradacjÄ™, coÅ› może być ciemniejsze lub jaÅ›niejsze, a wtedy może siÄ™ zdarzyć, że
maÅ‚ojasny bÄ™dzie nie do odróżnienia od
maÅ‚ociemnego). Otóż, ten jedyny biaÅ‚oskóry zawodnik nazywaÅ‚ siÄ™ Black, co jak wiadomo oznacza Czarny. Sytuacja byÅ‚aby idealna, gdyby trzej czarnoskórzy zawodnicy byli braćmi i nosili nazwisko White, czyli BiaÅ‚y. Z reguÅ‚y jednak sytuacje, w których siÄ™ znajdujemy dalekie sÄ… od ideaÅ‚u i nie ma sobie co tym teraz gÅ‚owy zawracać.
WracajÄ…c zaÅ› do książki... Niestety, nie pamiÄ™tam też o czym ta książka byÅ‚a. Nie mogÄ™ pamiÄ™tać, albowiem jej nie czytaÅ‚em. SÅ‚yszaÅ‚em tylko fragmenty jej fragmentów czytanych w radio. To byÅ‚a powieść sensacyjna i chodziÅ‚o w niej mniej wiÄ™cej o to, że ktoÅ› kogoÅ› Å›cigaÅ‚, lub też miaÅ‚ odnaleźć (co na jedno wychodzi), ale nie wychodziÅ‚o mu to dobrze, ponieważ znaÅ‚ tylko nazwisko tej osoby nie znaÅ‚ zaÅ› jej samej. Lub na odwrót. Czyli problem gÅ‚ównie polegaÅ‚ na tym, żeby przypasować nazwisko do osoby. Czyli żeby zÅ‚apany byÅ‚ tożsamy ze Å›ciganym. Czyli żeby zÅ‚apany nosiÅ‚ takie samo nazwisko jak Å›cigany.... Oh nie, oczywiÅ›cie, że to nie byÅ‚o takie proste, zarówno autor jak Å›cigajÄ…cy nie byli aż takimi idiotami, żeby myÅ›leć iż o tożsamoÅ›ci danej osoby decyduje nazwisko. Tylko nazwisko. Bo w jakimÅ› stopniu ono też decyduje. Nawet gdyby byÅ‚o zmieniane wielokrotnie. To każde z tych nowych nazwisk też by siÄ™ na tÄ™ tożsamość skÅ‚adaÅ‚o. Choćby w niewielkim stopniu, ale jednak. Wydaje mi siÄ™, że tam pojawiÅ‚a siÄ™ jeszcze wiÄ™ksza komplikacja, która okrutnie utrudniaÅ‚a życie i pracÄ™ Å›cigajÄ…cym: otóż sam Å›cigany nie wiedziaÅ‚ już kim jest. Czyli utraciÅ‚ tożsamość.
To bardzo ciekawe: czy można utracić tożsamość?
Podobno można. Nawet jest to uważane za strasznÄ… tragediÄ™. WrÄ™cz pojawiajÄ… siÄ™ obawy, że taki ktoÅ› już żyć nie może, że zaraz zginie marnie i z kretesem. Ale też i pojawiajÄ… siÄ™ oskarżenia wzglÄ™dem takiej osoby: jak mogÅ‚a do tego dopuÅ›cić? PojawiajÄ… siÄ™ również pretensje do innych osób, które niedostatecznie tej osoby pilnowaÅ‚y: jak można byÅ‚o do tego dopuÅ›cić?
Wynikałoby z tego, że są dwie tożsamości.
Co to jest jednak tożsamość w ogóle?
Tożsamy to taki sam. Czyli tożsamość to takosamość. Czyli ktoś jest taki sam. Konstrukcja
taki sam wymaga jednak drugiego członu:
taki sam jak ..... W miejsce tych kropek należy wstawić coś. Co?
Pierwszy rodzaj tożsamości zakłada, że zamiast kropek wstawiamy
ci którzy żyjÄ… obok mnie. Tożsamość jest relacjÄ… dziaÅ‚ajÄ…cÄ… w dwie strony, z czego wynika, że ci-którzy-żyjÄ…-obok-mnie majÄ… być tacy sami jak ja. Zatem obok siebie powinni żyć tacy sami. Inni nie powinni. Inni – czyli nie tacy sami, różni. A jeÅ›li zdarzyÅ‚oby siÄ™, że obok żyjÄ… nie-tacy-sami, czyli różni, to należy ich przeksztaÅ‚cić w takich samych lub co najmniej w podobnych. Co prawda podobny to nie to samo co taki-sam, ale i tak już lepszy niż inny, różny, odmienny, nie-taki-sam. Niestety, podobieÅ„stwo zawiera w sobie stopniowalność, gradacjÄ™ i to jest niedobre – tożsamość (czyli taksamość) nie jest stopniowalna: jestem taki sam jak oni a oni sÄ… tacy sami jak ja i już, żadnych ale, żadnych wÄ…tpliwoÅ›ci. W czasach nieporównanie mniejszego przemieszania i przemieszczania siÄ™, miaÅ‚o to głęboki sens – w gnieździe nie ma miejsca dla obcych. A jeÅ›li obcy (czyli nie-taki-sam) siÄ™ pojawi, to koÅ„czy siÄ™ to tak jak w przypadku kukuÅ‚czego intruza, który wyrzuca w gniazda prawowitych mieszkaÅ„ców. Otaczanie siÄ™ takimi-samymi zapewnia bezpieczeÅ„stwo, ponieważ wiadomo jak siÄ™ bÄ™dÄ… zachowywać, wiadomo co im siÄ™ w gÅ‚owach roi, co knujÄ… i jak bÄ™dÄ… reagować. NiewÄ…tpliwie zawsze może zdarzyć siÄ™ coÅ› nieoczekiwanego: ktoÅ› może oszaleć i stanie siÄ™ nieprzewidywalny. To jednak jest zupeÅ‚nie normalne odstÄ™pstwo od normy, wyjÄ…tek potwierdzajÄ…cy regułę, anomalia nad którÄ… Å‚atwo zapanować. WyjÄ…tków nie może jednak być zbyt dużo, ponieważ wtedy to one stanÄ… siÄ™ regułą, co spowoduje postawienie Å›wiata na gÅ‚owie. Co może nie jest najgorsze, bo jest to tylko niejako odwrócenie klepsydry – piasek dalej siÄ™ przesypuje i o to chodzi. Najgorsze jest poÅ‚ożenie klepsydry. Czyli sytuacjÄ…, w której jest tyle wyjÄ…tków co i reguÅ‚, bo wtedy nie wiadomo co jest wyjÄ…tkiem a co reguÅ‚a, nic wtedy nie wiadomo, piasek nie przesypuje siÄ™, czas staje, życie przestaje siÄ™ toczyć, Å›wiat zamiera, masakra, apokalipsa, tragedia najtragiczniejsza.....
Nie należy jednak wyobrażać sobie, że chodzi tu o to żebyÅ›my wszyscy wyglÄ…dali tak samo. O nie. Takie same gÄ™by dookoÅ‚a to byÅ‚oby nudne. A jeszcze noszÄ…ce takie same ciuchy. Okropność! Ale różne gÄ™by noszÄ…ce różne ciuchy, lecz myÅ›lÄ…ce tak samo – o to to! wÅ‚aÅ›nie o to chodzi! żeby te różne gÄ™by w różnych ciuchach (oczywiÅ›cie bez przesady z tÄ… różnoÅ›ciÄ… – chociaż nie musiaÅ‚yby one być takie same, to musiaÅ‚yby być podobne, a im mniej podobne tym gorzej) miaÅ‚y takie same poglÄ…dy, tak samo reagowaÅ‚y, to samo jadÅ‚y, w to samo wierzyÅ‚y, to samo lubiÅ‚y i tego samego nie lubiÅ‚y....
To jest tożsamość, którÄ… można okreÅ›lić mianem tożsamoÅ›ci zewnÄ™trznej. Tożsamość maski. I taka wÅ‚aÅ›nie jest najbardziej ceniona w krajach oÅ›ciennych. Czyli w paÅ„stwach zapÅ‚otnych. Lub zamiedznych. Jest na ceniona zarówno przez rzÄ…dzÄ…cych jak i przez rzÄ…dzonych. Przez tych pierwszych dlatego, że sprawia ona iż rzÄ…dzeni sÄ… wszyscy tacy sami (lub przynajmniej bardzo podobni jeden do drugiego, lub co najmniej bardziej podobni niż niepodobni), a wtedy znacznie Å‚atwiej rzÄ…dzić. Przez tych drugich zaÅ› dlatego, że nie trzeba siÄ™ zastanawiać nad tym jakże podstÄ™pnym pytaniem: kto ty jesteÅ›? tylko od razu i bez specjalnego wahania można odpowiedzieć: ja jestem moim rodakiem (co znaczy: ja i ci dookoÅ‚a mnie należymy do tego samego rodu i w zwiÄ…zku z tym jesteÅ›my tacy sami bo gdybyÅ›my nie byli tacy sami to nie należelibyÅ›my do tego samego rodu z czego wynika że wszystkie osiÄ…gniÄ™cia tego rodu sÄ… także moimi osiÄ…gniÄ™ciami nie muszÄ™ siÄ™ wiÄ™c wysilać bo i tak spÅ‚ywa na mnie blask i sÅ‚awa moich rodaków i tak dalej).
Ta tożsamość nie jest natomiast ceniona tutaj. GÅ‚ównie z powodu konsekwencji jakie ze sobÄ… niesie. A jej gÅ‚ównÄ… konsekwencjÄ… jest chęć, próba i dążenie do przerabiania wszystkich nie-takich-samych na takich-samych. Do czego to prowadzi szkoda pisać, bo napisano już o tym tysiÄ…ce opasÅ‚ych tomów. ZdumiewajÄ…ce jednak jest to, że prawie żaden z autorów nie widzi w takim przerabianiu innych na takich-samych niczego zÅ‚ego – to znaczy jeÅ›li my chcemy przerabiać innych na takich samych jak my, bo jeÅ›li to ci inni chcÄ… nas przerabiać, to jest to już coÅ› niewyobrażalnie zÅ‚ego i ohydnego. Ale to już inna historia, choć z tej siÄ™ wywodzÄ…ca....
Tutaj ceniona jest tożsamość, którÄ… można by okreÅ›lić mianem tożsamoÅ›ci wewnÄ™trznej. Tożsamość twarzy. Wtedy na to jakże podstÄ™pne pytanie: kto ty jesteÅ›? kim jesteÅ›? też można odpowiedzieć od razu i bez specjalnego wahania: ja jestem sobÄ…, jestem tym kim jestem (czyli jestem tym co robiÅ‚em, zrobiÅ‚em, robiÄ™, bÄ™dÄ™ robić i zrobiÄ™, jestem tym co osiÄ…gnÄ…Å‚em, jestem tym co umiem, co potrafiÄ™, a osiÄ…gniÄ™cia innych sÄ… ich osiÄ…gniÄ™ciami chociaż zapewne mam w nich jakiÅ› udziaÅ‚, bo przecież oni korzystali z moich osiÄ…gnięć tak jak ja korzystam z ich i tak dalej).
I co z tego wynika? Dla rzÄ…dzÄ…cych tragedia, bo takÄ… zbieraninÄ… nie da siÄ™ rzÄ…dzić. Nic siÄ™ nie da zrobić z takÄ… zbieraninÄ…. Bo skoro wokóÅ‚ nas sÄ… tylko i wyłącznie nie-tacy-sami, inni, różni, niepodobni, to Inny przestaje być groźny. Nie można już straszyć Innym. Można by straszyć takim-samym, ale to nie to samo RzÄ…dzenie należaÅ‚oby zastÄ…pić zarzÄ…dzaniem. A to też nie to samo. To zupeÅ‚nie co innego. Trudno oczekiwać pomników, honorów, zaszczytów.
WynikaÅ‚oby też z tego, że skoro każdy ma swojÄ… tożsamość jako że przede wszystkim jest tożsamy z samym sobÄ… (co wiÄ™cej: tylko taka tożsamość jest możliwa i to też w ograniczonym zakresie), to każdy powinien mieć swój paszport lub inny dowód tożsamoÅ›ci. Swój w sensie przez siebie robiony i do swojej tożsamoÅ›ci dopasowany. Skoro nikt nie należaÅ‚by do żadnej grupy (chodzi tu o grupÄ™ takich-samych, czy też uważajÄ…cych siÄ™ za takich samych) to paszporty stwierdzajÄ…ce przynależność do takiej grupy (również przez zastosowanie takiego samego wzoru dla każdego – różne zdjÄ™cia wskazywaÅ‚yby jedynie na te zewnÄ™trzne, powierzchowne, różnice, natomiast takie same okÅ‚adki, strony, papier, czcionki, sformuÅ‚owania, znaki wodne, platynowe paski mieniÄ…ce siÄ™ kolorami tÄ™czy i tak dalej wskazywaÅ‚yby na wewnÄ™trznÄ… taksamość) nie miaÅ‚yby sensu. Owa ograniczoność tożsamość, którÄ… wzmiankowaÅ‚em w nawiasie, polega na tym, że tożsamość możliwa jest jedynie w teraźniejszoÅ›ci. PeÅ‚na tożsamość. Albowiem ja-wczorajszy nie jestem taki sam jak ja-dzisiejszy. Jestem tylko bardzo bardzo bardzo podobny. JeÅ›li zatem paszport lub inny dokument miaÅ‚by stwierdzać mojÄ… tożsamość, czyli odpowiadać na pytanie
kim jestem to codziennie musiaÅ‚by być wydawany na nowo. (O czym bardzo dobrze wie niejaki Roman OpaÅ‚ko i on mógÅ‚by być honorowym obywatelem Liberlandii, gdyby w Liberlandii istniaÅ‚o coÅ› takiego jak obywatelstwo i honor. Ale to już inna historia....)
Jeśli kiedyś tak się zdarzy, że wybierzesz się do Liberlandii, to wkraczając-wjeżdżając-wlatując-wpływając-wczołgując-się-wchodząc-wbiegając-wślizgując-się-wtaczając-się-i-tak-dalej na jej obszar, zapewne usłyszysz następujący komunikat:
Drodzy Podróżni. Za chwilÄ™ znajdziecie siÄ™ w Liberlandii. WÅ‚aÅ›ciwie to już jesteÅ›cie, albowiem ta chwila już minęła – tak moglibyÅ›cie mniemać, lecz tak nie jest. Wam siÄ™ tak może wydawać, ale to co wam siÄ™ wydaje niekoniecznie musi dziać siÄ™ naprawdÄ™. ZresztÄ… wam wydaje siÄ™ dużo rzeczy. Tak dużo rzeczy wam siÄ™ wydaje, iż wydaje wam siÄ™ nawet, że to co wam siÄ™ wydaje wcale wam siÄ™ nie wydaje..... ZawiÅ‚e? Tak. Lecz niech ta zawiÅ‚ość bÄ™dzie ostrzeżeniem i przypomnieniem, że przebywanie w Liberlandii nie jest sprawÄ… prostÄ…. Ot choćby i z tego powodu, że aby tu siÄ™ dostać musicie najpierw okreÅ›lić swojÄ… tożsamość. Nie chodzi jednak wcale o to, abyÅ›cie powiedzieli kim wam siÄ™ wydaje, że jesteÅ›cie. Maski, stroje i etykietki nie interesujÄ… nas. Paszporty, dowody osobiste, prawa jazdy czy legitymacje też nas nie interesujÄ…, gdyż one stwierdzajÄ… tylko kim jesteÅ›cie (lub kim wam siÄ™ wydaje, że jesteÅ›cie – lub im siÄ™ wydaje że stwierdzajÄ… kim jesteÅ›cie – lub im siÄ™ wydaje że stwierdzajÄ… kim wam siÄ™ wydaje że jesteÅ›cie – i tak dalej), co nie jest specjalnie interesujÄ…ce. TysiÄ…ckrotnie bardziej interesujÄ…ce jest to jacy jesteÅ›cie. Zatem, wszystkie te wyżej wymienione dokumenty, jak również te nie wymienione, te i inne zaÅ›wiadczenia, możecie schować, albo nawet wyrzucić. Zamiast nich moglibyÅ›cie pokazać ot choćby książki, które ostatnio przeczytaliÅ›cie, albo które wÅ‚aÅ›nie czytacie. OczywiÅ›cie zdajemy sobie sprawÄ™, że to też nie powie o was wiele, ale z pewnoÅ›ciÄ… wiÄ™cej niż paszport czy dowód osobisty. Zdajemy też sobie sprawÄ™ z tego, że niektórzy bÄ™dÄ… oszukiwać i pokazywać książki, których wcale nie czytali, nie czytajÄ…, ani nie majÄ… zamiaru przeczytać – czyż to jednak nie powie wiÄ™cej niż pokazanie paszportu, nawet sfaÅ‚szowanego? Zdajemy sobie też sprawÄ™ z tego, że może siÄ™ zdarzyć, iż wÅ‚aÅ›nie czytana książka bÄ™dzie odbiegać od zasadniczego szlaku czytelniczego danej osoby, czymÅ› w rodzaju skoku w bok, zaglÄ…dniÄ™cie w Å›lepy zauÅ‚ek... Zdajemy też sobie sprawÄ™, że ktoÅ› może przedkÅ‚adać nad lekturÄ™ sÅ‚uchanie muzyki lub oglÄ…danie obrazów (mógÅ‚by wtedy pokazać co oglÄ…da i zaprezentować co sÅ‚ucha – albo coÅ› zagrać lub namalować).... Zdajemy sobie sprawÄ™ z wielu rzeczy, aczkolwiek z równie wielu rzeczy sprawy sobie nie zdajemy....
Być może komunikat ten bÄ™dzie też wydrukowany. Być może bÄ™dzie skomponowany z zapachów. Być może poinformuje o tym specjalna konfiguracja i uporzÄ…dkowanie przestrzeni – to dla tych co czytajÄ… przestrzeÅ„ tak jak inni litery lub hieroglify. Być może....