(tajni) Agenci (jawni)
Co zrobić, żeby obywatele byli szczęśliwi?
Należy zrobić to, co obywatele oczekują, że zostanie zrobione, co chcieliby, żeby było zrobione. Po prostu trzeba zrobić to, o czym marzą, żeby było zrobione.
Żeby to zrobić, trzeba poznać ich marzenia, plany, oczekiwania, żądania, może nawet sny.
Najlepiej byÅ‚oby, gdyby obywatele sami dostarczyli takich informacji. Na przykÅ‚ad mogliby wypeÅ‚nić szczegóÅ‚owe ankiety. Ale nie wypeÅ‚niÄ…. Obywatele z reguÅ‚y sÄ… krnÄ…brni, wredni i podejrzliwi. ZresztÄ… i tak z góry wiadomo, że ich najwiÄ™kszym marzeniem jest zdobyć wÅ‚adzÄ™ absolutnÄ… nad Å›wiatem i rzÄ…dzić niepodzielnie... Mogliby donosić. Co prawda obywatele lubiÄ… donosić, ale niestety nie na siebie – na siebie raczej donosić nie lubiÄ… i nie donoszÄ…. OczywiÅ›cie można by ich poprosić, żeby donosili o czym marzÄ… znajomi i sÄ…siedzi, ale to daÅ‚oby pole do niesÅ‚ychanych i niewidzianych popisów. Czyli lepiej nie próbować.
Skoro zatem nie można takich informacji dostać, to trzeba je zdobyć. Podsłuchując i podpatrując. Czyli szpiegując. Wiem, że to nieładnie. Nieetycznie i niemoralnie. Uczyłem się o tym w szkole. Tak jak wszyscy. No ale co robić? Wszak szczęście obywateli jest najważniejsze.
Zatem trzeba wysÅ‚ać agentów, którzy te informacje zdobÄ™dÄ…. Sprytnych i bezwzglÄ™dnych. Odważnych i przedsiÄ™biorczych. Takich, którym nie straszne bÄ™dÄ… najgorsze przeszkody. Którzy wszÄ™dzie siÄ™ wcisnÄ…. Nawet przez ucho wejdÄ… do gÅ‚owy, do najmroczniejszego zakamarka umysÅ‚u i dokÅ‚adnie go spenetrujÄ….
Dobrze. To już postanowione.
Teraz trzeba kogoś wybrać.
Podobno świetne są karaluchy. Wystarczy im zamontować na plecach miniaturową kamerkę i jeszcze bardziej miniaturowy mikrofon. Wszędzie wlezą... Może i wlezą, ale nie latają. Ponadto budzą wstręt i odrazę i w związku łatwo ulegają zniszczeniu.
Ćmy byÅ‚yby lepsze. Co prawda nie sÄ… takie wÅ›cibskie, ale wzbudzajÄ… mniej podejrzeÅ„. Za to strasznie sÄ… roztrzepane. To niedobrze. ZniszczÄ… kamerki. Poza tym operujÄ… tylko w nocy – to akurat nie jest problemem, gdyż w dzieÅ„ mogÅ‚yby je zastÄ…pić motyle, ale te wydajÄ… siÄ™ zbyt chaotyczne, jakby nieustannie pijane albo naćpane. A agent musi być trzeźwy, musi mieć percepcjÄ™ ostrÄ… jak brzytwa.
Komary. InteresujÄ…ca propozycja. Ale komar to strasznie delikatna konstrukcja, zdecydowanie za delikatna. Poza tym to nieznoÅ›ne brzÄ™czenie, które ich zdradza i ta Å›lamazarność. Agent musi być niesÅ‚ychanie szybki, a refleks mieć niewyobrażalny dla przeciÄ™tnego obywatela.
Muchy. WÅ‚aÅ›nie! Szybkie, zwrotne. I w jakże wielu wersjach i rozmiarach: malutkie, ledwie dostrzegalne i wielkie prawie jak szerszenie, wÅ‚ochate i opancerzone, matowo czarne i bÅ‚yszczÄ…ce, metalizowane, opalizujÄ…ce... MUCHA: maÅ‚y uniwersalny * agent... Åšwietnie. Gdyby nie to CH. Nic sensownego mi do gÅ‚owy nie przychodzi. Charyzmatyczny? Chamski? Chudy? Chimeryczny? ChiÅ„ski? Chasydzki? Cholerny? Choleryczny? Nic nie pasuje. Nie wiem nawet, czy to CH rozdzielić na C i H, czy nie, czy traktować je graficznie czy fonetycznie... A może po prostu zaszyfrować: MU*A. Tak! OczywiÅ›cie, że tak! Wtedy nikt nie bÄ™dzie wiedziaÅ‚, o co tu chodzi, kto może być tym MaÅ‚ym Uniwersalnym * Agentem... A może Mechanicznym? Nie, nie. Agent nie może zachowywać siÄ™ w sposób mechaniczny, chociaż musi być mechanizmem perfekcyjnym.
Dobrze. Skoro mamy już ogromnÄ… armiÄ™ agentów (i to jakże znienawidzonych), możemy zacząć przygotowania do wielkiej akcji noszÄ…cej kryptonim „Szczęście”.
Ciiii!!!
Czy ja oszalaÅ‚em? Przecież to powinno być wydrukowane bardzo maÅ‚ymi literkami. Tak malutkimi, żeby nie daÅ‚o siÄ™ tego przeczytać okiem nieuzbrojonym w lupÄ™. A przecież nie każdy ma lupÄ™. MaÅ‚o kto ma lupÄ™, wiÄ™c maÅ‚o kto by mógÅ‚ to przeczytać. I dobrze. Im mniej obywateli to przeczyta, tym lepiej. A najlepiej bÄ™dzie, jeÅ›li nikt tego nie przeczyta. Wszak to co piszÄ™ jest Å›ciÅ›le tajne. Å»adnÄ… miarÄ… ten tekst nie powinien ujrzeć Å›wiatÅ‚a dziennego. Ten tekst powinien oglÄ…dać jedynie Å›wiatÅ‚o nocne. No i bezwzglÄ™dnie powinien być zaszyfrowany. A po zaszyfrowaniu umieszczony w najtrudniej dostÄ™pnym miejscu Wielkiego Indeksu Cennych Imponderabiliów. Ukryty tak, że nikt go nie znajdzie. W spisie treÅ›ci powinien być umieszczony pod faÅ‚szywym tytuÅ‚em, a numer strony powinien wprowadzać w błąd. Ten tekst nie powinien wpaść w niepowoÅ‚ane rÄ™ce, a w przypadku tego tekstu niepowoÅ‚ane sÄ… wszystkie rÄ™ce. I wszystkie oczy i nogi też. I uszy. I nosy... Nie bÄ™dziemy dyskryminować nosów...
No, a jeśli mimo wszystko wpadnie? Co wtedy?
Nic wtedy. Nic a nic. Bo dlaczego miałoby być coś? To nawet lepiej, że wpadłby. Na tajemnicę wszyscy polują, podczas gdy jawność pozostaje nietknięta, nikt jej nie ściga, nikt na nią nie pomstuje. Nie ma to jak jawni agenci. Oni dopiero są niezauważalni.
Ha! Ha! Ha!
Żarty na bok.
Na oba boki.
No, ale jak tu zachować powagÄ™? PomyÅ›lmy tylko: lubimy, ba! wrÄ™cz uwielbiamy podsÅ‚uchiwać i podglÄ…dać i ćwiczymy siÄ™ w tym prywatnie i nieoficjalnie, oficjalnie bowiem mamy szpiegowania nienawidzić, mamy nim pogardzać i brzydzić siÄ™ go, oczywiÅ›cie jednoczeÅ›nie szkolimy niektórych wÅ‚aÅ›nie w podglÄ…daniu i podsÅ‚uchiwaniu, a jeÅ›li dobrze potem podsÅ‚uchujÄ… i podglÄ…dajÄ… to nie karcimy ich, czego należaÅ‚oby siÄ™ spodziewać, lecz nagradzamy, i to sowicie, aczkolwiek nie przestajemy takimi podsÅ‚uchiwaczami i podglÄ…daczami gardzić, chociaż tych, którzy robiÄ… to na najwyższym poziomie i przy użyciu najnowoczeÅ›niejszych gadżetów wprost uwielbiamy, piszemy o nich poematy, krÄ™cimy filmy, dzieciom stawiamy za wzór...
Co za genialna gmatwanina.
Ręce opadają, a nogi biorą się za pas.