Radosław Nowakowski
Strona: 30/30
Własność
Ojojoj. Nie bÄ™dzie lekko. No ale cóż – trzeba. Trzeba wreszcie zmierzyć siÄ™ z tym problemem. Nawet gdyby to miaÅ‚ być tylko wstÄ™p. Pierwszy ruch. Uchylenie drzwi...
Do tej pory wszystko było o państwie, a nic nie było o moim.
Co to znaczy, że to państwo jest moje? Co to znaczy, że coś jest moje?
Moja rÄ™ka. Moje palce. Moja gÅ‚owa... Tak, to jeszcze jakoÅ› wydaje siÄ™ oczywiste. Tak oczywiste, że nie wymagajÄ…ce żadnego tÅ‚umaczenia. Niczym aksjomaty. Po prostu tak jest i tyle. Trudno sobie wyobrazić, żeby moja rÄ™ka byÅ‚a czyjaÅ›. Å»ebym mógÅ‚ sprzedać mojÄ… rÄ™kÄ… i żeby moja rÄ™ka nie należaÅ‚a do mnie, przestaÅ‚a być moja, a staÅ‚a siÄ™ czyjaÅ› i robiÅ‚a to, co ktoÅ› inny jej każe, a nie to, co ja jej każę i że ja już nie biorÄ™ za jej poczynania żadnej odpowiedzialnoÅ›ci. Ja jej nawet nic nie muszÄ™ kazać. Ona po prostu wie, co ma robić, bo może jest też tak, że to ja jestem jej i ona, spotykajÄ…c siÄ™ z innÄ… rÄ™kÄ… mówi do tamtej w ich rÄ™kowym, lub rÄ™cznym, jÄ™zyku: to jest mój czÅ‚owiek... A tamta nic nie powie, tylko lekko siÄ™ skrzywi dajÄ…c do zrozumienia, że nie ma siÄ™ czym chwalić, że może nawet odrobinÄ™ wspóÅ‚czuje, jednak nie przesadza z tym wspóÅ‚czuciem, bo przecież sama też nie jest w lepszej sytuacji...
Moje myÅ›li w mojej gÅ‚owie... O ileż trudniej teraz. Bo te, które zrodziÅ‚y siÄ™ w mojej gÅ‚owie, które nigdzie poza tÄ… gÅ‚owÄ… nie byÅ‚y, jeszcze mógÅ‚bym uznać za moje bez wiÄ™kszego wahania. A co z tymi, które do mojej gÅ‚owy dostaÅ‚y siÄ™ nie wiadomo skÄ…d? MyÅ›lÄ™ o tych myÅ›lach, że sÄ… moje, bo w mojej gÅ‚owie siedzÄ…, a one przecież nie sÄ… moje. Nie wiadomo czyje sÄ…. Może nawet niczyje. Już siÄ™ uwolniÅ‚y i tak latajÄ… po wszechÅ›wiecie i czasami wpadajÄ… do czyjejÅ› gÅ‚owy i udajÄ…, że sÄ… z tej gÅ‚owy wÅ‚aÅ›nie, a przecież nie sÄ….
Podobnie ze sÅ‚owami. I ze zdaniami. Równie dziwnie. Dziwacznie. JakoÅ› tak niesamowicie. Aż siÄ™ robi nieswojo gdy siÄ™ o tym pomyÅ›li. Bo przecież te sÅ‚owa nie sÄ… moje. Å»adne ze sÅ‚ów dotÄ…d tu użytych nie jest moje, jako że żadnego z nich nie stworzyÅ‚em, zakÅ‚adajÄ…c, że stworzenie sÅ‚owa wystarczy, żeby powiedzieć o nim „moje” - przecież fonemy i grafemy z jakich by siÄ™ skÅ‚adaÅ‚o też nie sÄ… moje, bo ich nie stworzyÅ‚em, musiaÅ‚bym wiÄ™c stworzyć także te fonemy i grafemy. Zapewne nie byÅ‚oby to takie trudne, lecz gdybym używaÅ‚ tylko moich fonemów i moich grafemów, gdybym mówiÅ‚ tylko moimi sÅ‚owami, tylko moim wÅ‚asnym jÄ™zykiem i tylko moje myÅ›li wyrażaÅ‚, to nikt by mnie nie rozumiaÅ‚. WiÄ™c używam naszych sÅ‚ów. Czasami waszych. Niekiedy ich. JeÅ›li naszych – to także moich. Częściowo moich. A jeÅ›li waszych, to już wcale nie moich – albo tylko odrobinkÄ™ moich... I z tych nie moich sÅ‚ów, lub tylko trochÄ™ moich, ukÅ‚adam zdania i te zdania sÄ… już moje. CaÅ‚kowicie moje. A jeÅ›li tak siÄ™ zdarzy, że ktoÅ› inny, z tych samych sÅ‚ów, które nie sÄ… także jego, uÅ‚oży takie samo zdanie jak ja, to wtedy to zdanie bÄ™dzie jego... NiesÅ‚ychane. Niewidziane... I bÄ™dziemy siÄ™ z tego Å›miać, albo bÄ™dziemy sobie z tego powodu skakać do oczu i gardeÅ‚. OczywiÅ›cie nie dlatego, że użyliÅ›my tych samych fonemów i grafemów, lecz dlatego, że utworzyliÅ›my z nich taki sam ciÄ…g, lub tylko bardzo podobny... NiepojÄ™te.
Napisać o tym, że to niepojÄ™te to chyba przesada. Jakiego bowiem sÅ‚owa musiaÅ‚bym użyć rozważajÄ…c sprawÄ™ moich drzew, moich traw, moich kwiatów, moich liÅ›ci? Nie wiem nawet czy moje myÅ›li wiedzÄ…, że sÄ… moje – nie wiem, co one sobie o tym wszystkim myÅ›lÄ…. Tym bardziej nie wiem, co wiedzÄ… o tym moje drzewa. Czy one wiedzÄ… o tym, że sÄ… moje? Lecz, żeby sprawÄ™ skomplikować ponad wszelka miarÄ™, wystarczy pomyÅ›leć, że one, te drzewa, sÄ… także tych mrówek, dziÄ™cioÅ‚ów, sikorek, paszkotów, szczygÅ‚ów i bażantów. I tej wiewiórki z krótkim ogonem najwyraźniej obciÄ™tym w okolicznoÅ›ciach, które na zawsze pozostanÄ… dla mnie niejasne – ten krótki ogon uczyniÅ‚ z niej mojÄ… wiewiórkÄ™, choć oczywiÅ›cie znacznie bardziej czyni jÄ… mojÄ… to, że skacze po moich drzewach i kradnie moje orzechy. (Czy jednak moja wiewiórka może kraść moje orzechy z mojego drzewa orzechowego i przenosić je na mojÄ… lipÄ™? Czy jedna moja książka może coÅ› ukraść z drugiej mojej książki?)
Może jednak być też tak, że to ja jestem jej. Może przecież być tak, że to ona zaÅ‚ożyÅ‚a tu swoje paÅ„stwo i ogÅ‚osiÅ‚a niepodlegÅ‚ość i teraz ten orzech, dÄ…b i lipa sÄ… jej, jak również wszystkie orzechy i żołędzie sÄ… jej i może z nimi robić co chce, a przede wszystkim może je zbierać i przenosić z miejsca na miejsce, ot choćby po to, żeby ten dziwolÄ…g trochÄ™ podobny do drzewa, jakże dziwnego drzewa które raz jest tu a raz tam, zdumiewaÅ‚ siÄ™ i przerażaÅ‚, że oto pod lipÄ… tyle skorupek; nie dziwiÅ‚by siÄ™ znajdujÄ…c ogryzki gruszek pod wierzbÄ…, chociaż nie ma tu ani wierzb ani grusz, ale skorupy orzechów pod lipÄ…? Toż to niesÅ‚ychane. Niewidziane... Może też być tak, że to my, ona i ja, jesteÅ›my tej lipy. Albo tego dÄ™bu, który przewyższa wszystkie inne drzewa i zdaje siÄ™ najpotężniejszÄ… istotÄ… tutaj. Czyż to jednak nie zasÅ‚ugiwaÅ‚oby na pobÅ‚ażliwy uÅ›miech lub wrÄ™cz gÅ‚oÅ›ne parskniÄ™cie, niepohamowany wybuch wesoÅ‚oÅ›ci, gdyby on wyszumiaÅ‚ do rozÅ›wiergotanego pierzastego pospólstwa: moje ptaki, moje powietrze, moje motyle... ZdumiaÅ‚yby siÄ™ ptaki i pospadaÅ‚y z tego zdumienia na ziemiÄ™, od zawsze przecież wiadomo, że ten wyniosÅ‚y dÄ…b jest ich... Czyli czyj: Å›migÅ‚ych, leciuteÅ„kich sikorek czy niezdarnych bażantów?
Bażantów nie. Bażantów sÄ… niemiÅ‚osiernie splatane zaroÅ›la dzikich róż i niskopiennych, prawie pÅ‚ożących siÄ™, upadajÄ…cych jabÅ‚oni. Bo bażanty sÄ… moje. Chociaż ich nie rozróżniam. Nie panujÄ™ nad nimi. Nic o nich nie wiem. Nie wiem nawet ile ich jest. Raz pięć. Raz osiem. JedzÄ… moje jabÅ‚ka. JedzÄ… moje winogrona. Czasami nawet siadajÄ… na parapecie okna. Mojego okna. Czasami z szaleÅ„czym trzepotem wybuchajÄ… obok tej lub innej Å›cieżki, prawie pod nogami, powodujÄ…c równie szaleÅ„czy trzepot serca i myÅ›li... A kury nie sÄ… moje. RozgrzebujÄ… moja ziemiÄ™, wyjadajÄ… moje robaki, ale nie sÄ… moje. Też nad nimi nie panujÄ™. Też nic o nich nie wiem. Nawet ile ich jest... To nieprawda, przecież wiem, że sÄ… czyjeÅ›. Czy to jest wystarczajÄ…ca definicja pojÄ™cia „nie moje”?
Noc zapada nad moim paÅ„stwem. Nad ich paÅ„stwami, które sÄ… w moim paÅ„stwie, pod nim i nad nim, w poprzek i na wskroÅ›. Noc zapada nad mojÄ… gÅ‚owÄ…. I w niej też. Jak dobrze... Teraz tylko moje sny w mojej gÅ‚owie.
Znowu mi się przyśni nie to, co trzeba. A nawet jeśli przyśni mi się iluminacja, to obudzę się i znowu nie będę wiedział co to znaczy, że coś jest moje.
Ani chwili wytchnienia.

Opublikowano: Lutego 20, 2011 05:30 CET,
| Ods³ony: 40750
Warning: Missing argument 1 for OpenTable(), called in /home/klient.dhosting.pl/rafanoo/wici.info/public_html/modules/Content/index.php on line 173 and defined in /home/klient.dhosting.pl/rafanoo/wici.info/public_html/themes/Wici/theme.php on line 267
Warning: Missing argument 2 for OpenTable(), called in /home/klient.dhosting.pl/rafanoo/wici.info/public_html/modules/Content/index.php on line 173 and defined in /home/klient.dhosting.pl/rafanoo/wici.info/public_html/themes/Wici/theme.php on line 267
Warning: mysql_connect() [function.mysql-connect]: [2002] Network is unreachable (trying to connect via tcp://104.m.tld.pl:3306) in /home/klient.dhosting.pl/rafanoo/wici.info/public_html/includes/ajaxstarrater/_config-rating.php on line 26
Warning: mysql_connect() [function.mysql-connect]: Network is unreachable in /home/klient.dhosting.pl/rafanoo/wici.info/public_html/includes/ajaxstarrater/_config-rating.php on line 26
Error connecting to mysql |
|