Henryk Miśkiewicz: Przede wszystkim kocham muzykę

Z Henrykiem Miśkiewiczem rozmawia Magdalena Wach.



Czym jest dla Pana muzyka?

Muzyka jest przede wszystkim tym, z czego żyję. Jestem muzykiem i to mój zawód. Traktuję ją również jako pracę, ale przede wszystkim kocham muzykę i po prostu lubię grać.

Trudno było grać jazz w Polsce Ludowej?

W PRL-u grało się łatwo. Była promocja jazzu, dużo lepsza, niż teraz. W ogóle popularyzowano ambitne rzeczy, czy to piosenki, czy teatr, film. Teraz reklamuje się nie to, co jest dobre, ale to, co się odpowiednio sprzedaje.

Uczył się Pan gry na kilku instrumentach: akordeonie, klarnecie i saksofonie. Dlaczego spośród nich wybrał Pan właśnie saksofon, i to altowy?

Kiedy byłem małym chłopcem, ojciec grał na saksofonie altowym. W związku z tym instrument był w domu. Nie pochodzę z bogatej rodziny, więc wyrywałem ojcu saksofon i ćwiczyłem na nim, stąd właśnie gra na altowym. Muszę jednak przyznać, że chyba trafiłem, bo to jest „mój” instrument. Czuje, że na niczym innym nie grałbym tak, jak na alcie.

Pańska żona i dzieci też zajmują się muzyką. To chyba rodzinna tradycja?

No tak. Dzieci wychowały się w muzycznym domu. Od małego słuchały muzyki, przede wszystkim jazzowej, a jeśli spoza tego gatunku – to ambitnej, trudnej. Tak nasiąknęły tą muzyką, że teraz same ją tworzą.

Zachęcał je Pan do nauki czy z własnej woli chciały się kształtować w tym kierunku?

Wiadomo, że w młodym wieku trzeba wręcz zmuszać do pracy i ćwiczeń; do tego, żeby się rozwijać. Później, kiedy Dorota i Michał już wiedzieli, że chyba to będą robić, nie musiałem ich do niczego nakłaniać. Syn grał na fortepianie i w V klasie podstawówki powiedział mi, że albo będzie grał na bębnach, albo w ogóle zrezygnuje ze szkoły muzycznej. Ja wtedy wycofałem się. Wiedziałem, że będzie perkusistą i od tamtego momentu nie trzeba było go ani razu zmuszać do ćwiczeń. Z córką zresztą było podobnie.

Jak wygląda rodzinna współpraca?

Przyjemnie. Spotykamy si ę i rozmawiamy o muzyce, projektach. Jeżeli coś razem robimy, to możemy ustalić wiele rzeczy, często w detalach. Lubię tę rodzinną współpracę.

Zdarzają się jakieś nieporozumienia?

Nie. Wychowaliśmy się mniej więcej na tym samym i mamy podobne gusty. Jeśli już się o coś spieramy, to o drobiazgi. Sedno sprawy i rodzaj muzyki sprowadzają się raczej do takich samych upodobań muzycznych.

Dziękuję za rozmowę.

Magdalena Wach




Data publikacji: 27-05-2009 o godz. 10:00:00, Temat: Muzyka

Artykuł pochodzi z serwisu Wici.Info http://www.wici.info
Link do artykułu: http://www.wici.info/News,henryk_miskiewicz_przede_wszystkim_kocham_muzyke,11647,html