Nie myślę o sprzęcie - rozmowa z Marcinem Kotwicą

Późny październikowy wieczór, wbiegam zziajana do „Gabinet Clubu”, gdzie odbywa się after party po „Odarte z lukru” - wystawie fotografii Marcina Kotwicy - Marcin, zodiakalny rak, bez zająknięcia oddaje mi ostatnie krzesło przy stoliku pod ścianą i ważąc każde słowo, opowiada o swojej fotograficznej pasji.



Jakiego pytania dotyczącego fotografii jeszcze nikt Ci nie zadał?

Nie wiem. To trudne pytanie jest. Z wieloma osobami rozmawiałem choćby dzisiaj i chyba żadna nie zapytała mnie o to, dlaczego fotografuję.

Ok, jestem pierwsza: dlaczego robisz zdjęcia?
A dlaczego nie?

Dobra odpowiedź. W Lakierni od dzisiaj oglądać możemy cykl Twoich portretów. Czy do zrobienia udanego portretu potrzebna jest tylko ładna buzia?

Portrety dzielimy chyba na siedem grup, o zaklasyfikowaniu fotografii do danej grupy decydują szczegółowe wytyczne. Osoba oglądająca zdjęcia skupia się na modelce i jej twarzy. To ona ma być tym obiektem, który zainteresuje, przyciągnie uwagę patrzącego. Portret musi być spójny, wszystkie jego elementy muszą się dopełniać. O ile klasyczny portret zasadniczo nie powinien zbyt wychodzić poza obrys twarzy, to rzeczą szczególnie istotną w fotografii plenerowej jest „współgrające” z fotografowaną osobą tło.



Ale co uważasz za najistotniejszy element dobrego zdjęcia portretowego?

W kadrach które komponuję, staram się zawrzeć odbicie wnętrza modelki. Dla mnie najbardziej liczą się oczy, bo to one są zwierciadłem duszy.

Ważniejsze dla Ciebie jest wykreowanie zdjęcia doskonałego z Twojego punktu widzenia, czy wierne oddanie psychiki modelki?

Zdjęcia powstają w trakcie sesji zdjęciowej, która z reguły przynosi wiele fotografii: dlatego potem trzeba dokonać selekcji, wybrać ten „najlepszy” kadr. Czasem mój wybór zaskakuje modelkę. Jej podoba się inne ujęcie, wolałaby żebym wybrał zdjęcie gdzie ma taką a nie inny wyraz twarzy , a ja wybieram właśnie to, które przemawia do mnie.

Czyli to Ty masz decydujący głos. Narzekała kiedyś która na efekt końcowy?

Hmm… Nie przypominam sobie. [śmiech]
Drugim tematem, który z Tobą kojarzę, są odwiedzane przez Ciebie miejsca. Zdradź proszę klucz do zrozumienia tych fotografii.
Dużo fotografuję w górach. Nie jestem typowym „łazikiem”, bywam w Bieszczadach, w Sudetach - ale najbardziej lubię odwiedzać Tatry. Bywam tam nawet siedem razy w roku, zawsze z aparatem: nie jeżdżę w tamte rejony tylko dla fotografii. Góry to też ludzie, znajomi których poznałem w trakcie swoich wielokrotnych podróży.

No coś Ty! Przecież w Tatrach widoki zasłaniają turyści!

Wszyscy tak mówią, a to nieprawda: no chyba, że wybierzesz się tam w środku sezonu. Chociaż ludzie w górach to też temat. W lipcu, na Kasprowym zrobiłem wreszcie zdjęcia pokazujące turystów tłumnie go nawiedzających, czekających w kolejce po coś do jedzenia i dziwiących się, że w „okienku” nie ma popcornu... Zasadniczo wystarczą dwa dni niepogody i można śmiało ruszać na szlak, kilka tygodni temu znowu pojechałem w Tatry i jakichkolwiek ludzi spotkałem dopiero na Kasprowym.

Co tam robili?

Zdjęcia. Ja też im zresztą zrobiłem. A potem nieco się oddaliłem i nagle zrobiło się pusto…

Podobały Ci się te fotografie które zrobiłeś?

Tak, były takie, jak lubię. Ja już nie umiem pstryknąć zdjęcia ot, tak sobie. Może rozwinąłem w sobie widzenie fotograficzne i gdy trzymam aparat w dłoniach, odruchowo komponuję kadry w interesujący mnie sposób...

Te górskie fotografie są ciemne, brakuje w nich ludzi, kojarzą mi się ze spokojem…
Fotografie gór według mnie obnażyć mają ich grozę, a pogoda pomaga mi w budowaniu takiego nastroju. To właśnie fascynuje mnie najbardziej, ta tatrzańska zmienność. W Tatrach te same miejsca inaczej wyglądają pod wpływem zmian atmosferycznych, które następują tam błyskawicznie. „I tylko przez chwile wróbelek zasłonił swoim cieniem katedrę” – te słowa napisał kiedyś Niemen i one idealnie oddają to, co w górach jest fotograficzną codziennością. Fotografowane „obiekty” inaczej wyglądają wczesnym rankiem, inaczej wieczorem, inaczej w niepogodę, a jeszcze inaczej, gdy świeci nad nim słońce.

Tak w deszczu chodzisz po górach? Co z Twoim aparatem?

Gdy fotografuję, nie myślę o sprzęcie. I coś w tym ewidentnie jest, bo jeszcze nigdy nie udało mi się go zamoczyć.

A zdjęcia „miejskie”? Też takie ciemne.

Też. I statyczne, rzadko kiedy pojawiają się na nich ludzie, żeby uniknąć chaosu, który wprowadziłyby ich postacie.

Czy jest jeszcze coś, o co nie zapytałam? Albo coś może chciałbyś dodać do tego, co już powiedziałeś?

Hmm… Dawniej fotografia wymagała pewnego trudu, była sztuką – bo tak chyba bez zająknięcia możemy ją nazwać – bardziej elitarną. Najpierw robiło się zdjęcia, potem poddawało je skomplikowanej obróbce w ciemni, by z kliszy przenieść obraz na papier. Dzięki aparatom cyfrowym fotografia stała się ogólnodostępna i dostrzegam potrzebę dokonywania selekcji, by przez to w pewnym sensie ją uszlachetnić. Chociaż uważam, że każde zdjęcie zasługuje na nasza uwagę.

Dziękuję Ci za rozmowę… i życzę więcej deszczu w górach.

Kinga Matałowska
Zdjęcie: Rafał Nowak



Data publikacji: 03-12-2009 o godz. 13:09:51, Temat: Fotografia

Artykuł pochodzi z serwisu Wici.Info http://www.wici.info
Link do artykułu: http://www.wici.info/News,nie_mysle_o_sprzecie_rozmowa_z_marcinem_kotwica,12032,html