Jak Kielce, to Żeromski, jak Żeromski, to Majonez Kielecki…

Rozmowa z Andrzejem Świetlikiem, której przysłuchiwał się, z prawem do głosu, Andrzej Wielogórski - czyli członkami grupy artystycznej Łódź Kaliska



Andrzej Piskulak: Skąd taki tytuł wystawy „Stefan i Majonez”?

Andrzej Wielogórski: Tytuł sami wymyśliliśmy. Dostaliśmy wiadomość, że Muzeum Narodowe z Kielc jest zainteresowane tym, żebyśmy zrobili wystawę związaną z jego zbiorami. Dla nas skojarzenie było proste: jak Kielce, to Żeromski, jak Żeromski, to Majonez Kielecki, jak majonez, to Andy Warhol. O Stefanie wszyscy zapominają, a o majonezie natomiast nie. Inspiracją i łącznikiem dla naszej wystawy jest Andy Warhol.

Andrzej Świetlik: Gdy tylko Łódź Kaliska otrzymała propozycję stworzenia w kieleckim muzeum wystawy, to szybciutko pojawił się pomysł sięgnięcia po dwie bardzo czytelne ikony kieleckie, które dzieli od siebie 100 lat. Fantastyczna postać Żeromskiego i Majonez Kielecki.



A.P.: Kim dla Łodzi Kaliskiej jest Stefan Żeromski, dlaczego tak naprawdę padł na niego wybór?

A.Ś.: Żeromski to pozytywista, ale jego styl jest nostalgiczno-tragiczno- romantyczny. Jak dla mnie, był to facet, który pisał o sprawach aktualnych i to było jego największym plusem. To, że nie został wylansowany na pisarza klasy światowej, to wynikało z tego, że był bardzo narodowy i poza Polską był nieczytelny. I to jest jego tragedia. Tak czy owak, jednak jest on w Polsce, a w Kielcach szczególnie, niezwykłą ikoną pierwszej polowy XX w.

A.P.: A Majonez Kielecki?


A.Ś.: Natomiast ikoną tego czasu, w którym my jesteśmy, jest majonez. Dokonaliśmy zatem konfrontacji tych dwóch ikon. Staramy się je nawet odświeżyć. Zobaczymy więc, kto zwycięży? W cudzysłowie oczywiście…

A.P.: Co chcecie z twórczości Żeromskiego konfrontować z majonezem?


A.Ś.: Nic! Poszliśmy bowiem tropem, jakim posługuje się popkultura, która nie wnika w treści, tylko w obrazki, czyli w to, jak to wygląda. Stąd jedynie przywołaliśmy wizerunek Stefana, i to wszystko.

A.P.: Zapytałem o wątki z twórczości Żeromskiego, gdyż przeczytałem w jednej z wypowiedzi na temat waszej wystawy, że będziecie wykorzystywać fragmenty listów, dzienników, publicystyki autora „Ludzi bezdomnych”…

A.Ś.: Owszem, takie sformułowania mogły paść w którejś z wypowiedzi jednego z nas. Chodziło w niej jedynie o to, że choć na wystawie nie przywołujemy treści z twórczości Żeromskiego, to przygotowując się do wystawy, bardzo wnikliwie je analizowaliśmy. Wizerunek pisarza może być obrabiany na milion sposobów. Na milion sposobów, ale w sposób popartowski. W sposób szalenie efektowny, a nawet efekciarski.

A.P.: Popartowski, czyli poprzez serigrafię, multiplikacje, duży format...?


A.Ś.: Czyli w sposób, w jaki czynił to Andy Warhol. I to jest bardzo ważne. Żyjemy bowiem w czasach bardzo lichej edukacji artystycznej. Edukacja ta kończy się na sztuce XIX wieku i koniec. Rzadko kto wie więcej o sztuce współczesnej. Nawet taki łatwy popart u nas jest bardzo słabo znany i nieobecny.



A.P.: Jest to więc Majonez Kielecki połączony z Żeromskim, ale poprzez Warhola?


A.Ś.: Tak. Warhol wpadł na chwilę do Kielc. Przypomnijmy, przecież on także portretował ludzi i w swojej twórczości przywoływał pospolite czynności i produkty, słynną już butelkę coca-coli czy puszkę zupy pomidorowej.

A.P.: Co zdaniem Łodzi Kaliskiej, wyniknie ze „spotkania” reprezentanta sztuki wysokiej – Stefana Żeromskiego ze zwykłym, powszednim przedmiotem – słoikiem majonezu?

AŚ: Dla mnie jest to konfrontacja ikon, które są przynależne do czasu. W tym czasie ikoną jest coś, co ikoną być nie mogło 100 lat temu. Trudno dziś wykreować ikonę, z kogoś, kto w Kielcach ma nawet ulice, szkoły, towarzystwa i muzea swojego imienia, a jednocześnie znajdą się ludzie, którzy nie mają pojęcia o nim i jego twórczości, bo ich to po prostu nie obchodzi. Smak Majonezu Kieleckiego zna natomiast o wiele więcej osób.

A.P.: Co na wystawie łączy Stefana Żeromskiego z Majonezem Kieleckim?

A.W.: Mucha. Odkryliśmy na oryginalnym portrecie, na klapie fotografowanego wówczas Stefana Żeromskiego muchę. Ta mucha „przeżyła” tak długo jak Stefan na tych obrazach. Uznaliśmy, że jest to jakiś znak, który trzeba również powielić. Powielanie jest jednym z elementów sztuki Warhola.

A.P.: Dziękuję za rozmowę.


Wernisaż wystawy pt. „Stefan i Majonez” odbył się 12 sierpnia w siedzibie Muzeum Narodowego w Kielcach – Ekspozycji Muzealnej ORLA 3. Można ją oglądać do 19 września
„Stefan i Majonez” jest jedną z trzech części realizowanego przez Muzeum Narodowe w Kielcach projektu pod nazwą „Żeromski dla odmiany”. Wystawa przygotowana przez Grupę Artystyczną Łódź Kaliska utrzymana jest w stylu popartowskiej stylizacji a bohaterami ekspozycji są dwa symbole kielecczyzny: Stefan Żeromski i Majonez Kielecki.

Grupa Artystyczna Łódź Kaliska od początku działa w składzie: Marek Janiak, Andrzej Kwietniewski, Adam Rzepecki, Andrzej Świetlik i Andrzej Makary Wielogórski. Powstała w 1979 roku w atmosferze skandalu, jako formacja neoawangardowa, mająca na celu badanie aspektu widzenia i rejestracji o charakterze fotomedialnym, wywodzącym się z tradycji konceptualizmu, przede wszystkim w zakresie fotografii, filmu eksperymentalnego i performance. W latach 1980-81 zmieniła swój program artystyczny na zdecydowanie bardziej dadaistyczno-surrealistyczny (w wyrazie happeningowy i anarchistyczny), atakując i ośmieszając polską formację neoawangardy oraz przedstawiając absurdalność życia w PRL-u.

Rozmawiał Andrzej Piskulak


Data publikacji: 13-09-2010 o godz. 15:46:35, Temat: Sztuki plastyczne

Artykuł pochodzi z serwisu Wici.Info http://www.wici.info
Link do artykułu: http://www.wici.info/News,jak_kielce_to_zeromski_jak_zeromski_to_majonez_kieleckii8230,12545,html