Puść mi sygnał

Ty też należysz do klubu NF - Nieanonimowych Fonoholików?



Słynny prorok „globalnej wioski” Marshall McLuhan w ostatnim czasie wyraźnie powraca na ambony popkultury. Zmarły 31 lat temu badacz-celebryta wsławił się między innymi podziałem mediów na zimne i gorące. Ciekawe, do jakiej szuflady włożyłby dziś takiego na przykład „esemesa” (ang. Short Message Service)? Ciężko określić. Z jednej strony same literki są w nim „hot”- parzą wysoką rozdzielczością przekazu, wyostrzając tylko jeden zmysł człowieka. A z drugiej znowu „cool”. Treść małpuje pogawędkę, jaką moglibyśmy uciąć ze znajomym w cztery oczy, a nie w 180 znaków. I tu zaczyna się problem. Najnowszy raport kampanii „Uwaga! Fonoholizm!” dowodzi, że polska młodzież woli małpować coraz chętniej.

Czym właściwie jest „fonoholizm”? Neologizmem ukutym na potrzeby nowego zjawiska – uzależnienia od telefonu komórkowego. Największymi „fonoholikami” okazują się oczywiście nastolatki, czyli grupa docelowa dla większości producentów technologicznych zabawek. Marcowe badanie przeprowadzone przez TNS OBOP stawia przed nami niezbyt wesołe słupki. Co trzeci nastolatek (36%) nie wyobraża sobie dnia bez telefonu komórkowego; prawie co trzeci (27%) zawróciłby na pięcie do domu, gdyby zapomniał go wziąć. Wreszcie podobny odsetek (28%)- czułby niepokój w razie niezabrania telefonu z domu. Dlatego też psycholog i ekspert kampanii Aneta Niziołek ostrzega:

Jeśli telefon staje się dla młodego człowieka nieodłącznym elementem codziennego funkcjonowania, może to prowadzić do uzależnienia od niego.

Prawda stara jak świat. Jednak typową reakcją przeciętnego „fonoholika” na podobne twierdzenie jest lekceważące „no i co z tego?”. Przecież człowiek od zawsze uzależniał się od tego, co sam wynalazł. Od wody, mimo że mógł się utopić. Od ognia, mimo że mógł się poparzyć. Od koła, mimo że łatwo pod nie wpada. I w końcu od telefonu komórkowego, mimo że…no właśnie. Jakie zagrożenia właściwie niesie ze sobą telefon komórkowy?

Nowoczesne smartphone’y, małpując niskiej klasy komputery, zaspokajają prawie wszystkie potrzeby życiowe wykazywane przez młodego użytkownika. Pisanie, słuchanie, rozmawianie, granie, a w Chinach nawet golenie - wszystko zaklęte w lilipucim mikro-procesorze sterującym komórką i naszym harmonogramem dnia. Stop. Czy to czasem nie demonizacja? Wielofunkcyjność równa się także oszczędności czasu i energii. Problem w tym, że może zastępować nas również w myśleniu.


Język komunikacji sms, który właśnie cechuje się znaczną skrótowością i hiperbolizacją, może wkraczać do języka mówionego uczniów i wpływać niekorzystnie na rozwój poprawnej polszczyzny, umiejętności szerszego wypowiadania opinii oraz myśli. – twierdzi dr. Tomasz Płonkowski, medioznawca i drugi z ekspertów kampanii przeciw uzależnieniu od komórek.
Sięgając do kolejnej złotej myśli jego prekursora McLuhana – „medium jest przekazem”, – można odgadnąć, że to nie my, ale ramy jakie narzuca nam smsowe medium, powodują niepełny przekaz, o którym mówi dr. Płonkowski. Dla lepszej percepcji orzeźwijmy się przykładem. Dzisiaj dobra koleżanka, z którą dawno nie rozmawiałem, wysłała do mnie wiadomość tekstową. Cała konwersacja wyglądała następująco:

- Hej, zyjesz jeszcze? :) – pyta koleżanka.
- Zyje, co tam u Ciebie? – odpisuję.
- Wszystko ok, thx.
- Porabiasz cos ciekawego?
- Praca, nie mam czasu. U?
- Pisze artykul.
- LOL, o czym?*

Właśnie o tym. Koleżanka nie obrazi się chyba, jeśli napiszę, że wymiana zdań nie była bogata w formę ani treść. Czy zatem na tej podstawie mam prawo stwierdzić, że jej życie nie jest zbyt interesujące, a ona sama nieinteligentna? Albo mnie nie lubi? Absolutnie nie. Powyższy stenogram z smsów nie prezentuje się zbyt mądrze w medium takim jak artykuł prasowy, ale do portretu swobodnej pogawędki dwojga młodych ludzi pasuje jak ulał. Zarówno ona jak i ja należymy, jak słusznie skonstatowała Anna Niziołek, do pokolenia, które uczyło się świata poprzez komputer czy telefon i trudno jest im wyobrazić sobie, jak inaczej można się z kimś umówić czy skontaktować. Co możemy zrobić, aby nie wpadając później w pułapkę „ani be ani me”, korzystać z często zbawiennego telefonu komórkowego? Przecież ukryć się przed nim nie da. Czai się tu. Przy nas. W kieszeni.


Należy przede wszystkim pamiętać, że komórka ułatwiając nam drogę do komunikacji, na tym samym zakręcie jednocześnie zbyt ją upraszcza. Oczywiście prośba o puszczenie „sygnału” albo „tika” nie czyni nas z miejsca wrogami Marcela Prousta. Uprawiania krótkiej formy nie nauczymy się też od Czechowa. Ale tak, jak niczego nie zastąpią długie rozmowy rodzica z dorastającym dzieciakiem, tak bardzo potrzebne jest jego obcowanie z kulturą. Uczmy się zatem języka. Niekoniecznie od razu z opasłych tomisk „Straconego czasu”, ważącego więcej niż pierwszy telefon komórkowy. Poznawajmy wyrazy bez udziału słownika T9, by móc później bawić się słowem w przerwie golenia i słuchania muzyki.


Sprawmy, żeby kultura wszelaka była dla nas „cool” & „hot”, zimna i gorąca. Wtedy, niezależnie od pory roku, iPhone, Facebook, Twitter i inne staną się jedynie środkami do celu. Musimy tylko puścić ten sygnał dalej.

*LOL – z ang. Laughing out loud – śmiejąc się głośno.
Thx – z ang. thanks – dzięki.
U? – skrót z ang. and you? – a Ty?

Więcej informacji i statystyk na oficjalnej stronie internetowej kampanii „Uwaga! Fonoholizm!” - www.uwagafonoholizm.pl .



Grzegorz Rolecki


Data publikacji: 28-06-2011 o godz. 15:41:49, Temat: Cywilizacja

Artykuł pochodzi z serwisu Wici.Info http://www.wici.info
Link do artykułu: http://www.wici.info/News,pusc_mi_sygnal,12923,html