Jestem Polakiem w Kanadzie

Z Edwardem Zymanem, poetą, prozaikiem, krytykiem literackim, publicystą i wydawcą, prezesem Polskiego Funduszu Wydawniczego w Kanadzie rozmawia Andrzej Piskulak



Poza granicami Polski mieszka wiele milionów Polaków. Czy są wśród nich osoby, które na emigracji znalazły sposób na życie i robią kariery, ciesząc się uznaniem i szacunkiem w swoich środowiskach?

Edward Zyman: Obaj znamy dobrze odpowiedź na tak sformułowane pytanie. Oczywiście, że są. I to bardzo wielu. W trakcie naszej rozmowy przytoczę z przyjemnością wiele przykładów z terenu Kanady, najpierw jednak spróbujmy zdefiniować pojęcia, którymi będziemy się posługiwać. W twoim pytaniu zawarte są co najmniej trzy elementy, które decydują o tym, że emigrant, dziś lepiej byłoby powiedzieć Polak na obczyźnie, osiąga sukces życiowy. Sposób na życie, czyli działalność zawodowa, kariera, co inaczej nazwać można bezspornymi osiągnięciami w wykonywanej profesji oraz uznanie i szacunek środowiska. By pojęcie sukcesu życiowego było pełne, winniśmy dodać jeszcze ponadprzeciętne standardy materialne.

Zgoda, to rzeczywiście ważne uprecyzyjnienie języka...

... i niezbędne, bo pojęcie sukcesu życiowego trochę inaczej jawi się w przypadku twórcy, artysty, a więc człowieka, którego aktywność intelektualna, talent i trud codzienny nie są nastawione na gromadzenie dóbr materialnych, a jego najwybitniejsze nawet osiągnięcia nie muszą być powszechnie dostrzegane i doceniane (choć nierzadko bywa, że są). Losy wielu wybitnych postaci z dziedziny mi najbliższej, czyli literatury są w tej mierze smutnymi przykładami, które zaprzeczają potocznie rozumianemu sukcesowi życiowemu. Józef Mackiewicz, Marian Czuchnowski, Józef Łobodowski to pierwsze z brzegu przykłady postaci w naszej kulturze ważnych, które borykały się nieustannie z licznymi, upokarzającymi kłopotami natury materialnej. Choć osiągnęli w swej profesji sukcesy niewątpliwe, pomnażające nasz wspólny dorobek duchowy. Jak zauważył kiedyś słusznie Tadeusz Nowakowski, dramat wydania książki polskiej na obczyźnie przekraczał mitologiczne głazy Syzyfa i beczki Danaid. Nawet najwięksi, tacy jak Kazimierz Wierzyński, Józef Wittlin czy Aleksander Janta odwoływali się z konieczności do czasochłonnej i deprymującej instytucji przedpłat, co było, nazwijmy rzecz po imieniu, pewną formą szlachetnego żebractwa.

Piszesz na ten temat w sposób zajmujący w swojej najnowszej książce Mosty z papieru. O życiu literackim, sytuacji pisarza i jego dzieła na obczyźnie, i wyczuwa się w lekturze, że każde słowo zaświadcza Twoje własne doświadczenie?


Tak, piszę w znacznej mierze z autopsji, gdyż sam jestem mimowolnym emigrantem. Powiadam mimowolnym, bo przed stanem wojennym (i rocznym pobytem w obozach dla internowanych i więzieniach) nigdy nie myślałem o tym, że kiedykolwiek opuszczę Polskę. Piszę więc o sprawach, które znam z własnego doświadczenia i tym bardziej pragnę podkreślić heroizm polskiego twórcy na obczyźnie. Wielu spośród nich, tych, których znałem (już nie żyją) lub znam, twórczość dzieliła (dzieli) z aktywną działalnością społeczną, środowiskową, służącą promocji kultury polskiej. Nie zawahałbym się użyć tu określenia poświęcenie, jest to bowiem naprawdę ciężka praca, w pełni charytatywna, wykonywana kosztem prywatnego i rodzinnego czasu, a często także zdrowia. Mówiąc to, mam na myśli takich pisarzy, artystów i animatorów kultury jak Eugeniusz Chruścicki, Bogdan Czaykowski, Irena Habrowska-Jellaczyc, Wacław Iwaniuk, Jadwiga Jurkszus-Tomaszewska, Baltazar Krasuski, Florian Śmieja, Adam Tomaszewski, Irena Unger, Stanisław Wcisło, by poprzestać tylko na przedstawicielach emigracji wojennej.

Co nie znaczy, że twórcy ci, przynajmniej niektórzy z nich, nie osiągali życiowego sukcesu?

Oczywiście. Znamy wielu naukowców, malarzy, rzeźbiarzy, muzyków, reżyserów czy aktorów, którym udało się zająć wybitne pozycje w świecie kultury zachodniej. A jeszcze liczniejsze przykłady znaleźć można w dziedzinie inżynierii, architektury, medycyny, stomatologii, prawa czy działalności gospodarczej.

Wspomniałeś, że możesz przytoczyć konkretne nazwiska...

Jesteśmy związani z ziemią świętokrzyską, to może najpierw wspomnę o dwóch sławnych przedstawicielach tego pięknego regionu: Jerzym Korey-Krzeczowskim i Henryku Słabym. Zmarły w 2007 roku prof. Korey-Krzeczowski (1921–2007) był pisarzem, naukowcem, twórcą i rektorem pierwszej w Kanadzie prywatnej wyższej uczelni Canadian School of Managament, światowej klasy doradcą ekonomicznym. Jego książkę „Wyjść losowi naprzeciw, czyli recepta na sukces” poleciłbym każdemu młodemu człowiekowi, którego ambicją jest osiągnięcie życiowego sukcesu, niezależnie od miejsca zamieszkania. Jestem pewien, że jego „recepta” sprawdzi się pod każdą szerokością geograficzną. Innym przykładem imponującego życiowego sukcesu jest biografia również już nieżyjącego Henryka Słabego (1925–2009), wybitnego eksperta w zakresie księgowości i niezwykle szczodrego sponsora polskiej kultury na obczyźnie. Sylwetki obu prezentowane były podczas zorganizowanej w 2009 roku przez Federację Polek w Kanadzie wystawy zatytułowanej „Polish Spirit”.


Prof. Jerzy Korey-Krzeczowski, swiatowej slawy doradca ekonomiczny,pisarz, tworca i wieloletni rektor Canadian School of Management, pierwszej prywatnej wyższej uczelni w Kanadzie


Henryk Slaby, wybitny ekspert finansowy, szczodry sponsor polskiej kultury

Piękna nazwa...

... i piękni, imponujący talentami i osiągnięciami ludzie. Zapewne niewielu w Polsce wie, że tak prestiżowe budowle kanadyjskie, jak licząca 553 metry Wieża CN (ang. CN Tower, dokładniej Canada’s National Tower – do niedawna najwyższa wolnostojąca budowla na świecie) w Toronto czy zachwycający nowoczesnością konstrukcyjnych rozwiązań Terminal 3 torontońskiego lotniska Lester B. Pearson International Airport wiążą się z nazwiskiem wybitnego polskiego inżyniera konstruktora Andrzeja Jordan-Rozwadowskiego. Bardziej zapewne znaną postacią w Polsce jest pułkownik pilot Janusz Żurakowski (1914–2004), uczestnik bitwy o Anglię, a po wojnie fenomenalny pilot oblatywacz, który pierwszy w Kanadzie przekroczył barierę dźwięku na myśliwcu o prostych skrzydłach CF-100 oraz oblatał słynny myśliwiec przechwytujący CF-105 Avro Arrow, osiągający już w latach 50. podwójną prędkość dźwięku. A warto i trzeba powiedzieć w tym miejscu, że swój udział w budowie i sukcesach tego wyjątkowego samolotu mieli także inni polscy inżynierowie i naukowcy: Wacław Czerwiński, dr Aleksander Muraszew, Stanisław Kwiatkowski, Eryk Kosko, Kazimierz Korsak, Henryk Malinowski i kapitan Władysław Spud-Potocki, który, po zakończeniu kariery oblatywacza przez Janusza Żurakowskiego, objął funkcję głównego pilota eksperymentalnego zakładów Avro Canada, a po dramatycznej likwidacji samolotu i zakładów szkolił amerykańskich astronautów w technice lądowania na Księżycu. Listę nazwisk ludzi sukcesu mógłbym znacznie wydłużyć.

A zatem możesz podać kolejne przykłady?


Bardzo proszę. Oto wspomniani poeci Bogdan Czaykowski i Florian Śmieja, a także poeta Andrzej Busza czy pisarka Ewa Stachniak byli lub są profesorami kanadyjskich uczelni, wybitny poeta Wacław Iwaniuk i znakomita eseistka i prozaiczka Jadwiga Jurkszus-Tomaszewska pracowali w agendach kanadyjskiego rządu, Stanisław Haidasz (1923–2009), syn polskich emigrantów, był ministrem wielokulturowości w rządzie Pierre'a Trudeau, a Sir Casimir Gzowski (1813–1898) był nie tylko wybitnym inżynierem, ale i gubernatorem Ontario. Żyjący w latach 1921–1986 polski inżynier konstruktor Ludwik Alejski był projektantem wielu spektakularnych obiektów w Toronto, m.in. Dominion Bank; Robarts Library, czyli biblioteki Uniwersytetu Toronto; budynku filharmonii Roy Thompson Hall czy centrum handlowego Eaton Centre. Dr Krzysztof Grzymski, wybitny polski archeolog, zajmuje od lat prestiżowe stanowisko wicedyrektora Royal Ontario Museum. Nie sposób nie wspomnieć także o Peterze Gzowskim (1934–2002), potomku Kazimierza Gzowskiego, jednym z najwybitniejszych dziennikarzy kanadyjskich. Znaczące sukcesy w dziedzinie sztuki odnieśli m.in. Tamara Jaworska, twórczyni unikalnych gobelinów, Jerzy Kołacz (1938–2009), artysta grafik, zaliczany do dziesięciu najwybitniejszych grafików na świecie, malarz, pisarz i wydawca Kazimierz Głaz, twórca głośnego sensybilizmu, malarka Bronka Michałowska, specjalizująca się w malarstwie na kaflach ceramicznych, Krystyna Sadowska (1912–1990), jedna z najbardziej oryginalnych polskich rzeźbiarek, Andrzej Stawicki, światowej sławy artysta fotografik. Mam wymieniać dalej?


Dr Stanley (Stanisław ) Haidasz, syn polskich emigrantów, pierwszy minister wielokulturowości w rządzie Pierre’a Trudeau, późniejszy senator. Na zdjęciu z Matka Teresa.


Jerzy Kolacz, wybitny malarz i grafik, którego prace zdobyły uznanie na całym świecie. Na zdjęciu: podczas podpisywania swych grafik w Montrealu

No, rzeczywiście jest to lista budząca najwyższy szacunek, a domyślam się, że to zaledwie jej początek?

Żebyś wiedział. Do tych wspaniałych nazwisk doliczyłbym także Nelli Turzańską-Szymborską, twórczynię Fundacji Władysława i Nelli Turzańskich, instytucji o ogromnych zasługach dla polskiej kultury, uczestniczkę powstania warszawskiego, postać legendę w polskim środowisku w Kanadzie. Prezentując tę obfitość różnorodnych talentów, mam jednak nieodparte wrażenie, że naszą rozmowę prowadzimy nieco obok głównego tematu, jakim jest „wolność wyboru drogą do sukcesu”.


Nelli Turzańska-Szymborska, twórczyni Fundacji Władysław i Nelli Turzańskich, wielki przyjaciel twórców i mecenas polskiej kultury

Nie podzielam Twojego odczucia. Możesz to sprecyzować?


Wyjaśnię moje wątpliwości. Otóż przykłady, które przytoczyłem – a których jest o wiele więcej, Polacy są bowiem niezwykle uzdolnieni, co można było dostrzec nawet w PRL-u, a tutaj, na Zachodzie jest widoczne jak na dłoni – nie stanowią konsekwencji wolnego wyboru. Większość z wymienionych (i nie wymienionych) osób, zwłaszcza zaś przedstawicieli emigracji wojennej znalazło się na obczyźnie nie z własnej woli. To historia zadecydowała o tym, że swoją wiedzę, talent, pasję i doświadczenie przekazali przybranej ojczyźnie, a raczej ojczyźnie, która ich przygarnęła i stworzyła im wszelkie warunki rozwoju.

Jeśli Cię dobrze rozumiem, wolałbyś, aby ci wspaniali pisarze, artyści, inżynierowie, lekarze, architekci, prawnicy czy naukowcy…

...nie musieli emigrować, to jasne. Oczywiście, nie jestem dogmatykiem i nie uważam, że emigracja jest wyłącznie stratą z punktu widzenia kraju, który emigrant musi opuścić. Jest to zjawisko złożone, a w warunkach demokracji, czyli możliwości podejmowania przez jednostkę decyzji o własnym losie, bywa często dobrodziejstwem. Ale w takiej sytuacji, jaka istnieje we współczesnej, niepodległej Polsce, nie można mówić o emigracji w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Wyjazd za granicę, często na ściśle określony czasowo kontrakt, to szansa na zdobycie nowych doświadczeń zawodowych, które po powrocie mogą być z pożytkiem wykorzystane w kraju. Powiadam: mogą być, choć obaj wiemy, że nie zawsze tak jest, ale to już kwestia odrębnego rodzaju. Dotyczy ona tego, by młodzi, zdolni i utalentowani nie szukali atrakcyjnych miejsc pracy poza ojczyzną, lecz znajdowali je w miejscu swego zamieszkania. Nie jest to, wbrew pozorom, w dobie doświadczanej przez nas rewolucji informatycznej niemożliwe. Potwierdzają to przykłady, nie takie znowu rzadkie, błyskotliwych sukcesów wielu polskich młodych naukowców, inżynierów, architektów czy przedstawicieli różnych dziedzin sztuki.

Można by zatem rzec, że jeśli chodzi o hasło ŻYCIE I PRACA NA OBCZYŹNIE – WOLNOŚĆ WYBORU DROGĄ DO SUKCESU, zachowujesz daleko idącą powściągliwość?


Bo tak jest istotnie. Postaraj się zrozumieć moje rozumowanie. Wykształcony, młody i zdolny człowiek to dla każdego rozwiniętego kraju na Zachodzie manna, która spada z nieba. Mądry polityk Anglii, Niemiec, Stanów Zjednoczonych czy Kanady zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że każdy przyjazd takiego specjalisty np. z Polski to dla jego kraju czysty zysk. Kto inny (Polska) inwestuje, kto inny (kraj osiedlenia) zbiera plony. Stąd moja powściągliwość, Andrzeju.
A poza tym jest jeszcze jedna sprawa.

To znaczy?


W wywiadzie „Wychodzić życiu naprzeciw”, zamieszczonym w książce Jerzego Korey-Krzeczowskiego „Powracam tutaj z własnej woli”, znajduję refleksję, która powinna zastanowić każdego polityka polskiego. Otóż profesor odpowiadając na pytanie dziennikarki, którą interesuje, czy jego nieprzeciętne doświadczenia eksperta i doradcy finansowego wzbudziły zainteresowanie w wolnej Polsce, stwierdza, że jego oferta nie spotkała się praktycznie z żadnym odzewem, choć rozmawiał z ludźmi znajdującymi się na szczytach władzy.

Wywiad, o którym wspominasz, ukazał się w 2004 roku, a w warunkach współczesnej Polski to cała epoka...


Zgoda, ale cieszyłbym się, gdyby dzisiejsza Polska była inna, otwarta na ten ogromny potencjał wiedzy, doświadczenia i przywiązania do starego kraju, jaki tkwi Rzeczpospolitej Polskiej na obczyźnie. Czy zdajemy sobie na pewno w kraju sprawę z tego, że Polska nie jest tylko między Odrą a Bugiem, lecz wszędzie tam – przepraszam za patos – gdzie żyją ludzie, którzy myślą i czują po polsku? Nie jestem o tym do końca przekonany. Tak jak nie jestem przekonany, że wolna Polska czyni wszystko co powinna dla promocji swej bogatej, imponującej wręcz kultury poza granicami kraju, ale to już temat, myślę, na inną rozmowę.

A za tę Ci serdecznie dziękuję.



Edward Zyman.
Poeta, prozaik, krytyk literacki, publicysta, wydawca. Ur. 20 maja 1943 roku w Dobromierzu (woj. kieleckie). Ukończył studia socjologiczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Początkowo wiąże się z przemysłem, by następnie przejść do pracy w dziennikarstwie. Zastępca kierownika Redakcji Literackiej Polskiego Radia w Katowicach, kierownik literacki Zespołu Filmowego „Silesia”, redaktor wydawanego poza cenzurą „Tygodnika Katowickiego”, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” katowickiej Rozgłośni PR. Aresztowany z chwilą wprowadzenia stanu wojennego. Po rocznej izolacji w więzieniach i ośrodkach odosobnienia, usunięty z pracy w trybie specjalnym. W marcu 1983 r. emigruje do Kanady, gdzie kontynuuje działalność dziennikarską. Jest m.in. redaktorem miesięcznika „Dialogi” (1984) oraz „Głosu Polskiego” (1984–1988) i „Gazety” (1988–1989). Wiersze, prozę i prace krytyczno-literackie publikował m.in. na łamach „Akcentu”, „Frazy”, „Poezji”, „Odry”, „Współczesności”, „Nowego Wyrazu”, „Tygodnika Kulturalnego”, „Nowych Książek”, „Opola”, „Poglądów”, „Faktów”, Przemian”, „Odgłosów”, „Pulsu” , nowojorskiego „Przeglądu Polskiego” oraz w wielu antologiach i almanachach. Wydał kilka tomów wierszy m.in.: Dzień jak co dzień (Katowice 1978), Co za radość żyć (Katowice 1979), W czyim obcym domu (Katowice 1981), Jak noc, jak sen (Chicago 1987), Z podręcznego leksykonu (Toronto 2006), zbiór felietonów U Boga każdy błazen (Toronto 1987), tom pamfletów krytyczno-literackich Metamorfozy głębin Twoich. Polonijny parnas literacki (Toronto 2003), dwie książki biograficzne: Widzieć dalej niż dziś. Rozmowa z Jerzym Korey-Krzeczowskim (Toronto-Katowice 2003) i Przeznaczenie jest wyborem. Henryk Słaby czyli filozofia skutecznego działania (Katowice 2005), monografię Fundacji Władysława i Nelli Turzańskich Scalić oddalone (Toronto 2008) oraz ostatnio Mosty z papieru. O życiu literackim, sytuacji pisarza i jego dzieła na obczyźnie (Toronto-Rzeszów 2010) i nagrodzoną w konkursie wydawnictwa Telbit powieść dla młodzieży Ściana pełna jerzyków (Warszawa 2011). Współredaktor almanachu poezji i prozy Młody Śląsk Literacki (Katowice 1975) i tomu Podróż w głąb pamięci. O Wacławie Iwaniuku szkice, wspomnienia, wiersze (Toronto 2005). Redaktor kilkudziesięciu tomików poezji, tomów prozy i wspomnień. Jeden z członków założycieli działającej w Toronto Fundacji Władysława i Nelli Turzańskich. Prezes Polskiego Funduszu Wydawniczego w Kanadzie. Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

Rozmawiał Kaluks


Data publikacji: 14-07-2011 o godz. 11:27:41, Temat: Cywilizacja

Artykuł pochodzi z serwisu Wici.Info http://www.wici.info
Link do artykułu: http://www.wici.info/News,jestem_polakiem_w_kanadzie,12958,html