Opętani i czarownice

Jak wiadomo z historii wiara w moce nadprzyrodzone, szczególnie te piekielne,  nasilała się głównie wtedy, gdy państwo  pogrążone było  w regresie  gospodarczym, a co za tym idzie, i upadku   kulturowym.



Sytuacja w Polsce w siedemnastym i na początku osiemnastego wieku dobitnie o tym świadczyła. Wyniszczona wojnami ojczyzna tonęła się w niedostatku. Miasta chyliły się ku upadkowi, a wsie ogarniał w dalszym ciągu feudalizm. Złota wolność szlachecka święciła jeszcze  swoje triumfy. Ciemnota i zacofanie boleśnie wycisnęły swoje piętno, zwłaszcza na polskiej wsi.

Wszystko, co złe: nieurodzaje, klęski i choroby przypisywano diabelskim mocom. Sojusznikami złych mocy okrzyknięto czarownice, a za ich ofiary uważano opętanych przez diabła.

Jak rozpoznać czarownicę?

Zarzuty, jakie stawiano niegdyś czarownicom wyglądają dziś niedorzecznie.Kiedyś jednak święcie w nie wierzono. Czarownica mogła odebrać mleko krowie sąsiadki, wywołać burzę lub suszę albo przyczynić się do chorób inwentarza. Gdy już znaleziono podejrzaną o „czarostwo”, to poddawano ją próbom. Najbardziej znane jako pierwsza próba - „pławienie”, podczas którego niewinną okazywała się kobieta, która tonęła w wodzie. Wydawać by się mogło, że człowiek związany i zanurzony w wodzie powinien od razu iść na dno, ale specjalne wiązanie delikwentki: wiązanie lewej ręki z prawą nogą i prawej ręki z lewą nogą nadawało jej kształt łódki . Ponadto długie szerokie spódnice pomagały jej jakiś czas utrzymać się na wodzie. Gdy kobieta wychodziła z tej próby zwycięsko, poddawano ją dalszym torturom i rzadko która kobieta zdolna je była wytrzymać. Od czasu uwięzienia do czasu prób i tortur domniemana czarownica nie mogła mieć kontaktu z ziemią, która jej przydawać miała mocy. Przywiązywano ją więc do kłody lub umieszczano w beczce ze specjalnymi otworami. Rzadko występowano o uniewinnienie czarownic na skutek czyjejś protekcji lub względów oszczędnościowych (kosztowne było sprowadzenie sądu i kata). Jeśli jednak to nastąpiło, to podejrzaną skazywano na wieczne  wygnanie.

Ostatni proces czarownic

Najwięcej procesów o czary odbywało się na ziemiach zachodnich w tym na Śląsku, gdzie podobno spalono najwięcej czarownic w Polsce . W tępieniu czarownic przodowali Niemcy, gdzie zginęło ich około kilkadziesiąt tysięcy.  

Ostatni proces czarownic w Polsce odbył się w 1775 roku we wsi Doruchowie koło Kępna. Ofiarą jego padło aż 14 kobiet. (W niektórych źródłach neguje się liczbę ofiar, a nawet sugeruje, że całe zdarzenie zostało wymyślone). Opisywane zdarzenie głosi, że były wśród nich żony gospodarzy, wdowa i służąca. A każdej z nich z osobna dołożono dziwaczne i śmieszne zarzuty.  Jednej z nich- że spowodowała chorobę i kołtun dziedziczce, drugiej=  że przyczyniła się do choroby własnej córki. A najdziwniejszy był zarzut poczyniony młodej służącej. Otóż podczas pasania bydła pokazywała ona liście, puszczała je na wiatr krzycząc, że mysz leci. W związku z tym posądzono ją o wyczarowywanie myszy.

Wszystkie zaś kobiety zostały oskarżone  o to, że postrzeliły dziedziczkę. Wierzono bowiem wtedy, że czarownice mogły strzelać nawet dmuchając w rękojeść od tygli.
Przed spaleniem na stosie nieszczęsne i tak już wpół przytomne kobiety poddawano kolejno strasznym torturom, wbijając w plecy coś w rodzaju ogromnych żelaznych grabi. Po takich męczarniach pozostało 11 żywych kobiet. Przed stos zawieziono  żywe i martwe. Te żywe jeszcze ściskano ogromnymi klockami. Gdy wreszcie podpalono ogromny stos przygotowywany od tygodni, zgromadzona kilkutysięczna gawiedź usłyszawszy jęki ofiar, zaczęła głośno wyrażać swoje  oburzenie.
Ponury ten proces przyczynił się w dużej mierze do zniesienia kary na czarownice w 1776 roku.

Jak poznać opętanego?


Czytając wyimki z księgi Ks. Benedykta Chmielowskiego pt. „Nowe Ateny...) z 1754 roku o tzw. „znakach opętanego” włosy jeżą się na głowie. Nic dziwnego, że tylu ludzi wówczas uznawano za nawiedzonych. Znaków opętania było aż 24, a wszystkie szczegółowo opisywały stan podejrzanego o konszachty z siłą nieczystą.

Najbardziej zdumiewający wśród nich punkt pierwszy brzmi: ” jeśliby koźlęciny przez 30 dni jeść nie chciał”. Śmiem przypuszczać, że koźlęcina spożywana dzień w dzień przez miesiąc wzbudziłaby niewątpliwie niechęć u każdego.   Zachowanie nawiedzonych barwnie opisywał Ignacy Chodźko w „Domku mojego dziadka” ("Wybór pism”). Otóż nawiedzony ”czy to baba czy mężczyzna[...] dziwnych rzeczy dokazywał, krzyczał, skakał, bluźnił, różnymi językami gadał, i po łacinie, i po niemiecku, i takim nawet językiem, że nikt go nie rozumiał...”.

Wypędzanie złego ducha


O ile czarownice poddawano ciężkim próbom, to z nawiedzonymi postępowano zupełnie inaczej. Dręczeni od sił tajemnych cierpieli męki, a uwolnić ich mógł tylko egzorcysta. O przypadkach takich było wtedy dość głośno.
Duże znaczenie odgrywały w takich przypadkach  pielgrzymki do miejsc świętych.
Ze skutecznej walki z mocami nieczystymi słynął oprócz Częstochowy i innych świętych miejsc klasztor w Łagiewnikach w okolicy Łodzi.

W kieleckich stronach nie brakło także takiego miejsca. Według Ks. Michała Złotnickiego „również w Piękoszowie zdarzały się liczne przypadki wypędzenia „złego ducha”( „Skarb nieprzebrany, kleynot nieoszacowany, Bogarodzica Panna Maryja, Matka miłosierdzia we wsi Piękoszowie...” Częstochowa 1772). Otóż rodzice Katarzyny, córki Marcina Królika z Dąbrowy, z parafii kieleckiej, którą leczono od kilku miesięcy egzorcyzmami, udali się po ratunek do „Najświętszej Panny Piękoszowskiej”. Tam owa nieszczęśnica „ od diabelstwa wolną i zdrową została”.

Sposoby na czary


Wierzono, że nieznane uporczywe choroby i wszelkie niewytłumaczone nieszczęścia były wynikiem czarów i skutkiem działania złych mocy. Jednak i temu próbowano zaradzić. Na pomoc przychodziła często medycyna ludowa. 
Osobliwe właściwości przypisywano jemiole ściętej z leszczyny, która leczyła wrzody. Do ziół, które miały moc odczarowywania zaliczano między innymi rosiczkę, bylicę , dziurawiec i rutę polną. Przyrządzano z nich najrozmaitsze mikstury z dodatkiem zaskakujących składników, których zdobycie wymagało nieco  trudu.

Ratunku poszukiwano niejednokrotnie w religii. Remedium stanowiła palma święcona na „kwietną niedzielę”.
Na pokonanie wszelkich strachów i lęków palono gromnice. Złe moce próbowano pokonywać  za pomocą postów i modlitw, a także poprzez noszenie świętych obrazków,  z którymi nie wolno było się rozstawać. Osobną mocą obdarzano sól z uwagi na to, że dodawano ją do wody święconej.

Istotnym elementem było pozbycie się drobnych przedmiotów, które mogły zatrzymywać czary. Mogły to być garnuszki, skorupki i wężowe skórki. Należało je wobec tego spalić bądź zakopać. Sposobów na odczarowanie złych mocy było mnóstwo, a mimo to ówcześni wynajmowali czarownice do wspomagania własnych prywatnych przedsięwzięć, w tym także do niszczenia zatwardziałych wrogów.
 
Wiara w czary z dawien dawna silnie zakorzeniona w ludzkości,  ciągle jeszcze trwa. Do dziś istnieją wróżki i magowie. Ludzie wciąż chcą wierzyć ,że bez specjalnego  trudu uda im się spełnić swoje zamierzenia. Zapominają, że prawdziwa ludowa magia wymagała niegdyś nie lada wysiłku i cierpliwości, i nie zawsze kończyła się sukcesem.                                  

Źródła:

1. B. Baranowski, W. Lewandowski Nietolerancja i zabobon w Polsce w wieku XVII i XVIII. Wypisy źródłowe, Warszawa 1950;
2. http://pl.wikipedia.org/wiki/Procesy_o_czary;

A. P.


Data publikacji: 01-11-2011 o godz. 12:26:28, Temat: Kultura

Artykuł pochodzi z serwisu Wici.Info http://www.wici.info
Link do artykułu: http://www.wici.info/News,opetani_i_czarownice,13100,html