McPielmieni czyli Euro bez kotów

Weekend majowy zbliżał się wielkimi krokami, a my zdecydowanymi kroczkami zmierzałyśmy do dawnego Królewskiego Stołecznego Miasta Lwów, do którego z łatwością można dotrzeć z Lublina w 6 godzin PKSem linii ukraińskich. Wsiadamy do mało luksusowego, ale jakże uroczego autobusu, marki ‘ogórek’, tak tak, takie jeszcze jeżdżą, kierowca zamyka bagażnik korbą, proporczyki zachwiały się nad kierownicą i ruszamy, za jedyne 45 zł w jedną stronę. Lwów wita nas popołudniowym słońcem i gwarem dużego miasta. Wysiadamy przy gmachu Opery Lwowskiej przy Prospekcie Swobody. Noclegi we Lwowie można za niewielkie pieniądze znaleźć w samym centrum miasta w prywatnych i świetnie utrzymanych hostelach.



Betonowy cyrk
Oprócz wielu niepowtarzalnych zabytków w stylu renesansowym, barokowym czy klasycystycznym interesują nas relikty przeszłości pamiętające mniej świetne czasy ZSRR. I takie znajdujemy. Nasz wieczorny spacer kończy się przy siedzibie… cyrku. Lwów ma na swojej liście spotów kultury stały cyrk, którego siedziba mieści się w wybudowanym w latach 70tych betonowym gmachu w kształcie ronda. Pikanterii miejsca dodają samotne figury cyrkowych postaci rozproszone w pobliskim parku, obecnie placu zabaw. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że są to betonowe figury ozdobione kolorową mozaiką, przedstawiające postaci klaunów ubranych w suknie misiów, główki małpek zawieszone na huśtawkach czy słonia - zjeżdżalnię. Obecnie figury te są frajdą dla dzieci, które traktują je jako elementy placu zabaw. Dla nas to perełki wśród tamtejszych ‘kwiatków w betonie’.

Kolejną atrakcją wprowadzającą nas w zanikający świat oranżad w woreczku i pomników założycieli nieśmiertelnego ustroju są tamtejsze liczne bary mleczne, tzw. Kafe Bary, w których rozkoszujemy się smakiem koktajli mlecznych, deserów lodowych w plastikowych miseczkach, trójkolorowych galaretek podawanych przez panie zza lady w stylonowych fartuchach i haftowanych koronach na głowie. Obok uśmiechnięci emeryci przy stoliczkach ozdobionych sztucznym goździkiem konsumują swoje dania i rozprawiają o dawnych czasach.

Dzień Batiara
Co roku, na samym początku maja odbywa się lokalny festiwal zwany Dniem Batiara. Baciar to taki sobie szaławiła, łobuz, wesołek, włóczący się ulicami Lwowa i nucący pod nosem Tylko we Lwowi, kpiący sobie ze wszystkiego. Baciar przepada za fajnymi kobietami, których oczywiście na Ukrainie i samym Lwowie nie brakuje. Podczas festiwalu dało się zauważyć, że Baciarstwo to styl życia we Lwowie, odłam unikatowej kultury miasta ze swoją gwarą, piosenkami, kodeksem honorowym, tradycjami i zdecydowanie modą. Scena na Rynku pod Czarną Kamienicą i szelmowskie uśmiechy przebranych, a może i prawdziwych Baciarów potwierdziły obecność tej imprezy na ulicach miasta i jego mapie kulturalnej.

Slava Ukrainie
Lwów posiada niezliczone zakątki, zaułki i podwórka, które kryją w sobie nie tylko labirynty zabytkowych schodów, stylowych poręczy i mozaikowych posadzek, ale również ukryte w piwniczkach karczmy i knajpki. Jedną ze znanych, głęboko ukrytych karczm jest Kryjivka, do której aby się dostać należy odstać swoje w zawiłej kolejce chętnych do zabawy. Każdy chcący spróbować miejscowych smaków i oddać się klimatowi miejsca zmuszony jest do wydania okrzyku Slavi Ukrainen!, który jest przepustką do wkroczenia w ten piwny świat. Karczma ta udekorowana jest kałasznikowami, zdjęciami powstańców ukraińskich walczących z rosyjskimi komunistami, a atmosferę podsyca ludowa muzyką grana na żywo oraz kelnerzy w tradycyjnych strojach, którzy serwują piwo z miejscowej browarni oraz swojskie aperitify przepijane kompotem z suszu.

Stadionowy casting
Nieopodal dworca autobusowego zlokalizowano konstrukcję stadionu na potrzebę tegorocznych igrzysk piłkarskich EURO 2012. Moim zdaniem, sam stadion nie robi oszałamiającego wrażenia, tak jak nasz Narodowy w stolicy. Prace na początku maja wrzały, a w pomieszczeniach administracyjnych odbywały się castingi na pomocników obsługi imprezy-stewardów, który zgromadził tłumy młodych i chętnych do zarobienia dodatkowego kieszonkowego. Co było zadziwiające to cisza na ulicy, która prowadziła do tego obiektu. Należy wspomnieć, że tuż po przyjeździe zauważyłyśmy zatrważające zjawisko. Otóż nigdzie nie spotkałyśmy psów czy kotów wałęsających się po ulicach.

Uciekające koty
Jest jedna bardzo smutna i przejmująca prawda o Ukrainie, o jej władzach i podejmowanych decyzjach w szczytnym celu, a mianowicie ugoszczenia kibiców i piłkarskiej świty na Mistrzostwa w Piłce Nożnej. Otóż z ulic miast ukraińskich - Lwów nie jest wyjątkiem - pozbyto się wszystkich bezdomnych zwierząt. Władze postanowiły „pozamiatać” niechlubne widoczki i pozbyć się niepotrzebnego elementu poprzez eksterminację wałęsających się zwierząt. Ulice opustoszały i ucichły. Nie było słychać szczekania i pomiaukiwania naszych mniejszych braci. Z licznych reportaży pokazywanych dotąd w mediach wiemy, że bezdomne zwierzęta były pozbawiane życia poprzez trucie, strzelanie, a ich ciała użyto jako… biopaliwo, które jak potwierdzają źródła, palone były w mobilnych krematoriach.
Tak więc, samotny kotek ukrywający się w zaułkach podwórka kamienicy, za którym pobiegłam z aparatem zaczyna być miejscową atrakcją. Bez komentarza.

Słodko-gorzkie
Na koniec wspomnę o słodszej stronie Lwowa, a mianowicie o historii i tradycji związanej z … czokoladą. Na początku dwudziestego wieku założono Pierwszą Krajową Parową Fabrykę Czekolady i Cukrów Deserowych. Tutejsze kawiarenki nadal kultywują tradycję produkcji i serwowania rozmaitych wyrobów czekoladowych. Nie omieszkam nie wspomnieć o tak zwanych pijalniach kaw, w których serwuje się kawę ze świeżo mielonego ziarna prosto z jutowych worów. Jej aromat unoszący się nad rynkiem uwiódł nas i doprowadził do kawiarenek o tak smakowitych nazwach jak: Dom kawy, Świat kawy, Złoty dukat, Słodka skrzynia, Pod niebieską butelką czy Сoffeе in…

A zatem Szczepko i Tońko mieli rację śpiewając radośnie i optymistycznie: Bo gdzie jeszcze ludziom tak dobrze, jak tu? Tylko we Lwowi!


Przydatne adresy i dane:
www.ct.lviv.ua
www.batyar.lviv.ua
web.pkswschod.pl
„Wysoki Zamek” Stanisława Lema, powieść – autoportret pisarza z okresu dzieciństwa na tle panoramy międzywojennego Lwowa

Opracowanie: Magdalena Wolff


Data publikacji: 21-01-2013 o godz. 18:30:30, Temat: Turystyka i Podróże

Artykuł pochodzi z serwisu Wici.Info http://www.wici.info
Link do artykułu: http://www.wici.info/News,mcpielmieni_czyli_euro_bez_kotow,13531,html