Hiroszima: niepotrzeba tragedia?

6 sierpnia 1945 roku na Hiroszimę spadła bomba atomowa zrzucona z amerykańskiego samolotu - prezydent USA Harry Truman informując o tym swój naród powiedział, że wykorzystano ładunek równoważny 20 tys. ton TNT.



Była to bomba dwa tysiące razy mocniejsza niż jakakolwiek będąca dotąd w arsenale człowieka. Oficjalne dane japońskich władz z czasu ataku podawały liczbę 118,661 zabitych cywilów. Późniejsze szacunki podniosły ją do około 140 tys. cywilów. W chwili wybuchu w Hiroszimie mieszkało ok. 350 tys. ludzi.

Konieczne ofiary?

Mimo upływu 60 lat od czasu, gdy na Hiroszimę zrzucono bombę atomową, decyzja amerykańskich władz nadal wywołuje wiele kontrowersji. Aktualne pozostaje bowiem pytanie czy uderzenie na to japońskie miasto było rzeczywiście konieczne, biorąc pod uwagę liczbę ofiar wśród cywilów i konsekwencje.

Zwolennicy tej decyzji przypominają, że mimo klęsk na wielu frontach japońska armia w 1945 roku gotowa była bronić "do ostatniego żołnierza" macierzystych wysp. Po doświadczeniach krwawych walk przy zdobywaniu Okinawy, amerykańskie dowództwo obawiało się, że liczba ofiar wśród żołnierzy może sięgnąć kilkuset tysięcy.

Prezydent Harry Truman napisał w swoim pamiętniku:

"Poprosiłem generała Marshalla o oszacowanie jakie koszty musielibyśmy ponieść szturmując Tokio i inne strategiczne cele w Japonii. Odpowiedział, że jego zdaniem inwazja będzie nas kosztowała co najmniej ćwierć miliona zabitych."

Część historyków wyraża wątpliwości czy wobec takiej liczby spodziewanych ofiar, prezydent Truman kiedykolwiek podjąłby decyzję o lądowaniu. Twierdzą, że znacznie bardziej prawdopodobne jest, że USA ograniczyłyby się do kontynuowania nalotów dywanowych prowadzonych od miesięcy z wykorzystaniem ciężkich bombowców B-29. Celem byłoby dążenie do wyczerpania zasobów ekonomicznych i ludzkich Japonii, a przez to zmuszenie jej do kapitulacji.

Atomowy 'grzyb' nad Hiroszimą

Inni historycy argumentują, że przygotowania do ostatecznej bitwy w Japonii rzeczywiście nabierały już tempa po obu stronach barykady oraz że obie strony miały świadomość, iż będzie to bitwa nieporównywalna z żadną z dotychczas stoczonych.

W biografii Trumana David McCullough twierdzi, że prezydent wydał Sztabowi Generalnemu rozkaz przygotowania do ataku na Japonię miliona żołnierzy. Japońska armia dysponowała około 2,5 milionami żołnierzy.

Negocjacje zamiast atomowego ognia?

Przeciwnicy decyzji o zrzuceniu na Hiroszimę bomby atomowej twierdzą, że w niewielkim stopniu przyczyniła się ona do ogłoszenia kapitulacji Japonii.

W wydanej niedawno książce "W pościgu za wrogiem", profesor historii i dyrektor Centrum Studiów Nad Zimną Wojną na Uniwersytecie Kalifornijskim, Tsuyoshi Hasegawa oskarża Stalina i Trumana o to, że zrobili zbyt mało, by doprowadzić do poddania Japonii na drodze dyplomatycznej. Profesor Hasegawa wyraża także opinię, że to nie wybuch bomby w Hiroszimie, a przystąpienie do wojny z Japonią przez Związek Radziecki ostatecznie zmusiło Japończyków do złożenia broni.

Do wyobraźni wojskowych z dowództwa w Tokio miała przemówić wizja rosyjskich żołnierzy biorących udział w inwazji na Japonię, a następnie w okupacji części jej terytorium. Biorąc pod uwagę historię japońsko-rosyjskich konfliktów i wojen, potraktowane zostałoby to jako ostateczne upokorzenie.

Historyk twierdzi również, że Stalinowi nie zależało na pakcie pokojowym, gdyż zmierzał do poszerzenia wpływów Rosji oraz na zyskaniu dla niej zdobyczy terytorialnych.

Pod adresem prezydenta Trumana prof. Hasegawa wysuwa oskarżenie, że w imię chęci dokonania zemsty za atak na Pearl Harbor gotów był poświęcić dziesiątki, jeśli nie setki istnień ludzkich. Jego zdaniem dowodzić tego może niechęć amerykańskich władz do zmodyfikowania warunków kapitulacji Japonii sformułowanych wiele miesięcy wcześniej. Przede wszystkim do jasnego ogłoszenia, że kapitulacja nie będzie się wiązała z usunięciem z tronu cesarza.

Naukowiec wspomina, że dzięki złamaniu japońskich kodów, Amerykanie z przechwytywanych depesz mogli wiedzieć, iż w łonie japońskich władz trwa walka zwolenników zaprzestania walki z frakcją wojskowych prących do ostatecznej bitwy.

"To fantastyka, nie historia..."

Równie wielu historyków uważa, że poglądy reprezentowane przez prof. Hasegawę nie znajduja potwierdzenia w faktach. W książce "Upadek", wydanej w 1999 roku, amerykański historyk Richard B. Frank napisał:

"Fantastyką a nie historią jest wierzenie, że koniec wojny był w zasięgu ręki przed użyciem bomby atomowej".

Zdaniem prof. Franka zabiegi dyplomatyczne w Moskwie, podejmowane przez japońskich dyplomatów w sprawie ewentualnego zawarcia pokoju były nieskuteczne i pozbawione wiary w ich sukces. Na słabość japońskiej oferty zwracał nawet uwagę w telegramach do zwierzchników ambasador Naotake Sato. Depesze te były również czytane przez amerykański wywiad.

Amerykański historyk odnosi się także do kwestii pozostawienia na tronie cesarza. Przytacza wypowiedź ministra spraw zagranicznych Japonii Shigenori Togo, w której miał on jasno powiedzieć, że nawet zawarcie takiej obietnicy w warunkach ewentualnej kapitulacji jest niewystarczające. Inni ministrowie nie wyrażali bowiem zgody na okupację Wysp.

Zwolennicy tezy o konieczności zrzucenia bomby przypominają również, że wynikłe z tego straty i konsekwencje być może nie zrobiły wrażenia na wojskowych, ale wystarczyły do przekonania o bezcelowości dalszego oporu cesarza Hirohito, czyli najwyższego autorytetu. Inni współcześni badacze dodają, że użycie broni nuklearnej ugruntowało na wiele lat pozycję USA w Azji, hamując zapędy Rosji.

9 sierpnia kolejna bomba ataomowa spadła na Nagasaki. Zginęły 74 tys. ludzi, drugie tyle odniosło rany. Japonia skapitulowała 14 sierpnia 1945.

BBC Redakcja Polska


Data publikacji: 05-08-2005 o godz. 12:00:00, Temat: Cywilizacja

Artyku� pochodzi z serwisu Wici.Info Array
Link do artyku�u: Array/News,hiroszima_niepotrzeba_tragedia,5396,html