Wiem...

Pewnego dnia zdarzyło się tak, że odwiedził mnie mężczyzna, to była akurat bardzo mroźna niedziela. Temperatura na zewnątrz wynosiła - 20 stopni C a On przybył z butelką dobrego wina, które wspólnie wypiliśmy, długo przy tym dyskutując.



Po paru godzinach konwersacji mężczyzna poszedł - czule się ze mną wcześniej żegnając - obiecał jednak, że zobaczymy się w piątek. W piątek się jednak nie pojawił. Nie odezwał się także przez następne trzy piątki.

Zrozumiałam, że coś musiało się stać! Do głowy przyszły mi trzy następujące rozwiązania:
a) Wpadł w zaspę śnieżną i dopiero wiosną jego zwłoki zostaną odnalezione.
b) Porwało go UFO i obcy przeprowadzali na nim okrutne doświadczenia medyczne.
c) Dostał zawału i niespodziewanie zmarł.

Zastanawiając się, co mogło mu się przytrafić zrozumiałam, że za nim tęsknię. Nie mogłam jednak zrozumieć, dlaczego. Nie był przecież na tyle przystojny, młody, inteligentny, ani nawet fajny, żebym ja mogła za nim tęsknić. Brak rozwiązania smucił mnie bardziej niż sama tęsknota, dlatego chodziłam całkiem rozbita przez kilka kolejnych dni.

Pewnego styczniowego poranka zrozumiałam wreszcie, co było przyczyną mej tęsknoty. Po prostu brakowało mi jego zapachu! Pachniał rzeczywiście bardzo ładnie, dlatego jego osoba wbiła mi się tak bardzo w pamięć. Postanowiłam zatem jak najszybciej rozwiązać nurtujący mnie problem i nie myśląc zbyt długo udałam się do najbliższej drogerii. Tam spędziłam wiele godzin wąchając różnorodne męskie perfumy, aż wreszcie natrafiłam na ten najprzyjemniejszy i długo wyczekiwany.

Uczucie tęsknoty minęło jak ręką odjął. Za ostatnie pieniądze kupiłam wytęskniony zapach. Wieczorem skropiłam nim poduszkę, wtuliłam w nią głowę i szczęśliwa zapadłam w głęboki sen.
Ola R.




Data publikacji: 04-03-2006 o godz. 08:00:00, Temat: Literatura

Artykuł pochodzi z serwisu Wici.Info http://www.wici.info
Link do artykułu: http://www.wici.info/News,wiem,6867,html