Kielce v.0.8

Muzyka
Kielecka Aleja Sław jak muzyka Polpo Motel

 drukuj stron�
Muzyka Rozmowy
Wys�ano dnia 21-03-2009 o godz. 18:10:01 przez rafa 4919

Koncert grupy Polpo Motel zakończył 7 edycję Festiwalu Firmament, organizowanego przez Fundację Kultury Wici.

Sopranistka Olga Mysłowska jest klasycznie wykształconą śpiewaczką, jej specjalizacja to muzyka baroku. Daniel Pigoński na klawiszach wydobywa eksperymentalne dźwięki, modulując je komputerowo. Jest to duet zaskakujący, interesujący, a prywatnie wiecznie roześmiany i nastawiony pozytywnie. Podczas spaceru po Kielcach muzyków najbardziej zachwyciła enigmatyczna Aleja Sław na Skwerze Harcerskim im. Szarych Szeregów.

Na czym polega Wasza oryginalność?

Olga: Kwestia starcia naszych zupełnie różnych inspiracji, osobowości. Nie mamy identycznych gustów. Jesteśmy konglomeratem i efekt tego, co nam się wykluje, jest zawsze nieprzewidywalny.

Jak jest z tymi osobowościami? Oglądając Was na koncercie Ty, Olga, byłaś przerażająco kusząca, niczym śmierć. Aż współczułem Danielowi... Kto jest kim na scenie?

Olga: Ja chyba jestem na scenie facetem, chociaż trudno to jednoznacznie określić. To taka androgeniczna. Mieszamy się płciami.

Dzięki tej muzycznej różnicy nie można Was zaszufladkować. To plus czy minus?

Olga: Wydaje mi się, że plus. Jeśli słyszysz muzykę i po kilku taktach jesteś w stanie to zaszufladkować, to robi się bezpiecznie. Dla mnie najważniejsze jest, by w jakiejkolwiek sztuce zawarty był niepokój. Jeśli jest coś oczywistego, to wiesz, po jakim gruncie się poruszasz i wtedy cała niespodzianka i przyjemność mija.



Jest na polskiej scenie ktoś podobny do Was? Ktoś, z kim możecie konkurować?

Olga: Nie chcę, żeby wyszło, że sobie pochlebiamy, ale chyba nie ma osób grających podobną muzykę do naszej. Jesteśmy do tego stopnia dziwni, że sami nie jesteśmy w stanie określić, jaki to jest gatunek.

Daniel: To jest starcie czegoś poważnego z czymś bardzo niepoważnym. Ta granica załamuje się. Mój kolega na koncercie śmiał się, że najpierw czuł się jak w kościele, a za chwilę jak na placu zabaw. I o to chodzi. To powinno być zaskakujące. Raz patos, a za chwilę łamanie patosu jakąś infantylnością.

Olga, Twój warsztat jest nienaganny...

Olga: W porównaniu ze śpiewem operowym, śpiewanie zwykłym głosem jest śmiesznie proste. Masz taki zapas techniczny, że rzeczywiście możesz zrobić, co Ci się żywnie podoba. Czujesz, że masz jeszcze miliard kilometrów w jedną i drugą stronę. Oczywiście jak się da za dużo, to wszystko szlag trafia.

Macie wrażenie, że manipulujecie publicznością?

Daniel: Nasze koncerty są nieco loterią, koncert jest zawsze nieprzewidywalny.
Olga: Trema nas nie obezwładnia i dzięki temu można wyczuć publiczność i wiedzieć, co zrobić, by przyciągnąć uwagę. Są osoby, które przez całe życie mają tremę. Muszą się wypłakać w garderobie, żeby wyjść na scenę. U nas tak nie ma, być może to już kwestia doświadczenia.

Nie boicie się, że przez takie bezpieczeństwo sceniczne wpadniecie w rutynę?

Olga: To nie działa w ten sposób. Bezpieczeństwo daje możliwość oceniania na bieżąco tego, co się dzieje. To daje komfort – na koncercie możesz zrobić, co chcesz.

Jak wygląda Wasza codzienność? Żyjecie z muzyki?

Olga: Moim dodatkowym zajęciem jest tłumaczenie tekstów – bardzo lubię to robić.
Daniel: Ja piszę dużo muzyki do zwykłych teatrów.

A jakie miejsce w Waszej hierarchii wartości zajmuje sztuka?

Olga: Pierwsze.
Daniel: Olga, albo samochody...
Olga: No tak, u mnie najpierw sztuka, a potem samochody. Daniel zaraża mnie samochodami. Dojdzie do tego, że lada moment zamienię się w blacharę (śmiech).

Przyjście na Wasz koncert ma być z założenia tylko przeżyciem estetycznym, czy czymś więcej?

Olga: To jest pytanie, na które nam nie wypada odpowiadać. Jeśli kogoś taka muzyka chwyta za gardło, to dobrze. Gdyby wszyscy mówili, że jest to fajne, to byłoby źle.

Ale tworzycie coś i co chcecie tą muzyką powiedzieć?

Olga: Tworząc, ta muzyka przez nas przepływa. Nie mamy tak, że zakładamy co i jak zrobimy; co w którym momencie przekażemy słuchaczom. To nie działa w ten sposób.

Daniel: Najprościej rzecz ujmując, chcemy, by ludzie przenieśli się na koncertach do jakiejś innej krainy, by weszli w trans. Chcemy, by oderwali się od rzeczywistości. Gdybym był widzem, to tańczyłbym na swoim własnym koncercie.

Dużo jest imprez w Polsce takich, jak dzisiejszy festiwal?

Olga: Graliśmy na Openerze, na OFFie, na Transvizualiach i dziś na Firmamencie. Do tego gramy również w klubach.

Jaki jest popyt na Waszą muzykę?

Olga: Gdyby na naszą muzykę był duży popyt, to zaczęłabym się martwić o nasze społeczeństwo.

Jak podobają Wam się Kielce?

Olga: Jesteśmy zachwyceni tym, że zostaliśmy oprowadzeni po mieście.
Daniel: Dzięki Kubie i Kubie (autorowi i Kubie Juszyńskiemu - przyp. red.).
Olga: Podobała mi się Kadzielnia i odnowione kamienice. Jest mi jednak przykre, że już nie ma starego neonu przy Kinie Moskwa. Za to Aleja Sław w parku jest nieprzewidywalna jak nasza muzyka.

Zajrzycie za rok na festiwal? Pozostała jeszcze Wietrznia do zwiedzenia.

Olga: Z pewnością!
Daniel: Koniecznie, musimy zobaczyć tą Wietrznię, którą tak chwalicie.

Dzięki za rozmowę.

Dzięki wielkie.

Rozmawiał Jakub Wątor
Kielce, 14.12.2008


Komentarze

Error connecting to mysql